ewikewik bardzo mi przykro po przeczytaniu twojego posta

Wiem, ze moje pocieszenia na niewiele sie zdadza, bo niestety kazdy siebie odbiera bardziej krytycznie, wiec nawet nie bede probowac. Zagotowalam sie tylko, bo tak samo gotuje sie na mojego meza, przez ktorego stracilam dwa lata na czekanie kij wie na co, wiec domyslam sie tylko co ty musisz czuc po kilku takich latach czekania i wymyslania kolejnych argumentow na "nie". Nie zrozumialam tylko czy sie teraz staracie czy nie? Bo napisalas ze jak mialas 40 lat to zaszlas w ciaze i poronilas

[*] . I przez ostanie 3 lata nie probujecie? Bo podejrzewam, ze pigulek nie bierzesz, ale jak przychodzi co do czego to maz biegnie po gumki czy jak? Czy po prostu wam sie nie udaje?

((
Ja uwazam, ze kazdemu trzeba dac czas, bo rozumiem, ze nie kazdy moze byc gotowy wtedy kiedy my, szczegolnie facet....ale do cholery. Co innego jak ludzie sie pobieraja jak maja 20 lat i on mowi ze jeszcze nie chce dziecka, co innego jak 30 lat a co innego jak 40?! Ile mozna unikac odpowiedzialnosci?
Oczywiscie moj maz teraz jest wielce zawiedziony ze sie nie udalo bo od momentu jak sie dowiedzial w zeszlym roku, ze jego kolega bedzie ojcem to nagle jaki chetny do "robienia". A ja powiedzialam ze teraz to trzeba poczekac i mozemy zaczac probowac ale od sierpnia, wczesniej nie to on teraz ojej a dlaczego, po co czekac?
Ewik, wiesz, z drugiej strony jest tyle kobiet, ktore rodza po 40stce....sama nawet takie znam
