Witam nowe dziewczyny..
Marta przykro mi strasznie, że krwawienie jednak się rozkręca.. ale mimo wszystko nadal trzymam kciuki by wszystko dobrze się skończyło.
Beti mój lekarz mówił podobnie jak dziewczyny napisały-że nie ma sensu porównywać wyników hcg z różnych laboratoriów bo jest to niemiarodajne. Moim zdaniem najważniejsze, że jest przyrost a to znaczy, że cały czas jest nadzieja! Swoją drogą to ja między innymi dlatego nie robiłam bety więcej niż 2 razy-żeby nie stresować się czy przyrost jest ok czy nie.. mam nadzieję, że uda Ci się dostać do tego polecanego lekarza i wszystko będzie dobrze!
Migduch każda chyba radzi sobie ze stratą na swój sposób... ja Ci powiem tak-po pierwszej stracie (ciąża biochemiczna) pomyślałam że to przypadek-w sumie nawet nie zdążyłam tak naprawdę poczuć, że jestem w ciąży bo dzień po pozytywie już było po wszystkim... druga strata była już większym cierpieniem-przepłakałam kilka dni ale to też była ciąża biochemiczna, więc nic nawet nie zdążyłam na usg nic zobaczyć... po trzeciej stracie była już masakra, wpadłam w taką załamkę, że lepiej nawet nie wspominać jakie miałam myśli. Sama nie wiem jak przez to przeszłam.. dużym wsparciem był mąż i moja mama. Dużo też dała mi możliwość pożegnania się z córeczką (rodziłam w 16tc). Kilka tygodni po stracie dzień w dzień spędzałam godziny na cmentarzu... w maju minie dwa lata. Do dziś wracają nie tylko wspomnienia ale też cierpienie. Ale chyba jakoś to oswoiłam, nauczyłam się z tym żyć, staram się myśleć, że tak było lepiej dla Małgosi bo mogła mieć w życiu sporo problemów ze zdrowiem (przyczyną straty była wada genetyczna). Wierzę, że czuwa nad nami i kiedyś wszyscy się spotkamy po drugiej stronie.
Moim zdaniem właśnie trzeba jakoś z tym wszystkim się pogodzić i nauczyć się żyć z tymi wspomnieniami i bólem. To chyba jedyna droga... bo nie zapomniny nigdy.