szkoda mi dziewczyny, bo sama podobnie sie czulam po porodzie... 24 na 24 wlasciwie sama (bo tatus pracowal) zaniedbana, bo ani czasu, a i kase wolalam na malego wydac. Fakt ja chcialam dziecko, ale rzeczywistosc byl moment ze mnie przerosla... nie moglam ogarnac dziecka, porzadkow, sterty prania, wyjscie z psem i jeszcze obiad... w rezultacie dom wygladal jak po przejsciu tornada (conajmniej)... az starsza sasiadka mi powiedziala, ze maly jak poplacze 5 minut nic mu nie bedzie, a ja zdaze wstawic obiad... i tak powoli sie uczylam roli mamy i pani domu... a malemu faktycznie nic sie nie stalo gdy sobie poplakal (zmeczyl sie i usnal) doskonale pamietam swoje poczatki... a latwo nie bylo ;-)