Przepraszam dziewczyny że tak mało piszę, ale unikam forów na chwilę obecną.. Mąż pościągał mi masę komedii i sprzycuję się filmikami.. pozwala mi to zapomnieć o tym wszystkim choć na parę chwil.
Może moj lekarz załatwi mi ten lek.. Może mój organizm sam 'zwalczy' 'chory' zarodek..Może Może Może Może..ech..
Dam znać co jutro się będzie działo..
Generalnie szpital-super. Pielęgniarki do rany przyłóż. Super lekarze. Pokój z łazienką..to wszystko pozwala nieco lżej to wszystko przechodzić.
A w ogóle,żeby było mało to dzisiaj rano dostałam rwy kulszowej, więc biorę czopki antyzapalne

.
Ale nie ma co narzekać.. mogłoby być o WIELE gorzej.. kobiety trafiają tu z krwotokami i ocierają się o śmierć.. Będzie dobrze, niedługo wrócę do domu, przerwa w prokreacji na min. 3 miesiące (bo ten lek to dość mocne ustrojstwo, podaje sie go do celów onkologicznych ale w o wiele większym stężeniu). W tym czasie zrobię badanka i pod koniec przyszłego roku będzie zdrowiutka, śliczna dzidzia

.
Najwyższy czas żeby przestać się użalać nad sobą.. Ludzie przechodzą gorsze traumy.
Dziękuje Wam za wsparcie i kojące słowa.
Ściskam mocno! M.