Witajcie Dziewczyny

zagladnelam na wasze forum bo sama staralam sie o dzidzie bardzo usilnie
Rok temu w marcu zaczelismy starania, cykle 45 dniowe i ciagle sie wydluzaly wiec z kazdym cyklem test i nadzieja, ze to juz to a tu jedna kreska i placz..w lipcu trafilam do ginekologa-endokrynologa, ktora od razu powiedziala, ze cykl trzeba skrocic bo to nie jest w porze adku no i tak ciagle badania krwi zeby dowiedziec sie co jest nie tak..pierwsze wyszla prolaktyna na granicy choc bylam na urlopie wiec bromergon po 1/2 tabletki..po miesiacu prolaktyna 3 krotnie ponizej normy a jajeczkowania nie bylo..duzo drobnych pecherzykow ale zaden nie chcial dojrzec

tak wiec co cykl to badania w odpowiednich dniach cyklu plus monitoring co sie dzieje...diagnoza - pcos

lekarka zadecydowala, ze pora na clostilbegyt..pierwszy cykl i nic..zalamka...na dodatek endometrium bardzo cienkie...drugi cykl clostilbegyt plus plastry estrogenowe na endo i nic..trzeci cykl i w zasadzie ostatni przed przerwa bo clo nie mozna za dlugo przyjmowac, plus plastry no i gdy przyjechalam do lekarki na dyzur do szpitala od razu jej powiedzialam, ze nic nie czuje..ze jajniki dalej nie zaskoczyly...ze totalnie nie czuje ze cos sie tam dzieje to okazalo sie ze sa dwa pecherzyki...do domu i na meza..on chory z goraczka ale lekarka powiedziala, ze jezeli nie ma wysokiej to plemniki beda ok. No i udalo sie....teraz klikam na laptopie a obok w lozeczku leza moje dwa szkraby..Oskarek i Wiktoek..urodzeni 14 lipca 2010 roku...dziewczyny problemy hormonalne to zadne problemy...kiedys lekarka powiedziala, ze najgorzej jak wszystko jest ok z obojgiem i nie ma za bardzo co leczyc...ja mialam mnostwo kryzysow, placzu, krzyku, ze sie poddaje i mam to gdzies...grunt to dobry specjalista gdy jest problem bo wtedy od razu psychika sie podnosi gdy wiemy, ze cos robimy w tym kierunku i ktos nam w koncu pomoze...zycze duzo cierpliwosci i powodzenia