mam koleżanke, wspólnie planowałyśmy ciąże... ja zaszłam dosc szybko ona czekała na wymazone dwie kreseczki ponad 2 lata....
ale udało się, ciąż wzorowa, książkowa, opieka prywatna orydnatora oddziału... wszytsko pieknie wspaniazle az do 35 tyg..
cos zaczeło sie dziać , czuła ból wiec zebrała się i pojechała do szpitala a tam stwierdzili że zaczeła sie akcja... dali jakis zastrzyk, zatrzymali wszystko n pare godzin, ale dłużej już nie dali rady

((
poród przebiegł szybko, sprawnie ale nawet nie pokazali jej dobrze małego... zabrali do inkubatora po trzech godzinach przyszła pielęgniarka z wiadomością że Tobiasz nie zyje....
znajoma od razu wypisała sie ze szpitala... nie mogła zniesc głosu płaczacych dzieci...
cos strasznego... kupiła mu wczesniej ubranko do chrztu a wykorzystała je na pogrzeb

(((((((((((((((
od razu wiedziała ze tylko mysl o kolejnym dziecku bedzie ja trzymac przy zyciu...
po 3miesiacach zaczeła sie starac, tym razem szybko zaszła...
całe 40 tyg w wielkim stresie ale udało się urodziła piekną córcie która ma teraz 1,5 roku

)))))
jest mamą nadgorliwą rozpieszcza mała strasznie ale... ma do tego prawo
pisze to po to aby dodac Ci otuchy... to straszne co Was spotkało, bardzo mi przykro ale wierze ze cała historia sie tak nie zakończy... jeszcze bedziesz tulić i całować swoje kolejne maleństwo... z całego serca trzymam za Was kciuki... bede tu zaglądać wypatrując dobrej nowiny....