Witam, wczoraj po wizycie u ginka nie odzywałam się, bo byłam tak wyczerpana, że wypiłam ciepłą herbatkę i połozyłam do łożka.
Z Miśkiem wszystko w porządku, serducho bije jak należy. Nie udało nam się sprawdzic ile obecnie waży, bo Mały był bardzo niecierpliwy i nam uciekał, lekarz stwierdził, że jest mu po prostu ciasno a moja pozycja przy usg najwyraźniej już zupełnie Mu nie odpowiada;-) Z resztą co się odwlecze to nie uciecze. Mam rozwarcie na dwa palce, skroconą szyjkę macicy i generalnie wszystko zapowiada rychły koniec ciąży. O ile akcja porodowa nie zacznie się wcześniej to mam byc w poniedziałek o 8.30 w szpitalu, całkowicie na czczo. Podłączą mnie pod kgt, wymierzą też dokładnie Miśka, skonsultują z anestezjologiem i w okolicach południa Misiek powinien byc na świecie. A zatem nie 21 grudnia a 20. Ginek stwierdził, że własciwie mogłby mnie już położyc dzisiaj i zrobic cc, ale niestety on zaczyna dyżur w szpitalu dopiero od poniedziałku rano, a mi zależy aby on odebrał porod. Więc musimy z Miśkiem się dzielnie do poniedziałku trzymac. Jeśli z dzieckiem wszystko będzie w porządku to w Wigilię wychodzę do domu, bo po cc leży się 4 doby, z tym, że dzień porodu liczy się jako dobę zerową.
Trochę się wstydu najadłam, bo jak przyszło do płacenia za wizytę okazało się, że zapomniałam wziac portfela, a moj M. miał przy sobie jedynie 20 zł... Ginek stwierdził, że roztargnienie to normalny objaw ciąży i że zupełnie nie mam się przejmowac to kasą i w żadnym wypadku nie mamy mu oddawac za tę wizytę tylko cos Maluchowi kupic. Było mi okropnie głupio, a on dodał, że pamięta mnie z pierwszej wizyty i moją radośc, a potem obawy czy z tą moją astmą dotrwamy z Miśkiem szczęśliwie do końca i dla niego jako lekarza ta moja szczęśliwa końcowka ciąży jest wystarczającą zapłatą...