reklama

Styczen 2011

A ja nie wytrzymałam i przed chwilką napisałam smsy do Gdynianki i Weroniki87. Zaraz napiszę na gorącej linii bo Gdynianka odpisała od razu :)
 
reklama
a myslalam, że Blondi już prze... ale wredoty w tym szpitalu... ona sie męczy z bólami od rana a oni ją wypisza...zamiast jej cos niecoś przyspieszyć...

No weź wypiszą ją rano, a pewnie dzień później znowu będzie musiała jechać do szpitala bo się zacznie akcja

dziecko już donoszone, więc moim zdaniem powinni jej pomóc urodzić...
 
Ja też nie wytrzymałam i napisałam do Blondi odpisała mi "Nadal leżę na porodówce, robią KTG, akcja stoi, rozwarcie 2 cm".


Tez mi jej szkoda, bo moim zdaniem powinni jej przyspieszyć!
 
No weź wypiszą ją rano, a pewnie dzień później znowu będzie musiała jechać do szpitala bo się zacznie akcja

dziecko już donoszone, więc moim zdaniem powinni jej pomóc urodzić...
No właśnie u mnie bynajmniej nie chcą pomagać bo twierdzą, że po oxytocynie jest więcej bólu, że powinno samo dojść do akcji porodowej. Niestety, my chciałybyśmy jak najprędzej a według terminów mamy czas i nic nie zrobimy...
 
Z tego wszystkiego, to ja sikać zapomniałam pójść...tak sie zaaferowałam...Juz nie dziwie się, ze trzeba przypominać rodzącym o tym, żeby zrobiły siku...


Blondi napisała mi przed chwila, że jak ból występuje, to ja trzymać będą w szpitalu. Jutro ma być jej lekarz, to może ja wypisze, chyba ze się akcja rozwinie....
 
Ostatnia edycja:
No właśnie u mnie bynajmniej nie chcą pomagać bo twierdzą, że po oxytocynie jest więcej bólu, że powinno samo dojść do akcji porodowej. Niestety, my chciałybyśmy jak najprędzej a według terminów mamy czas i nic nie zrobimy...
Trochę racji w tym jest, bo po oksytocynie faktycznie więcej bólu - a jeśli to nie pora, to i oksytocyna nie pomoże...

Ja leżałam swego czasu z dziewczyną, która przyszła na wywołanie porodu tydzień po terminie. Nie wiem, jak jest teraz, ale wtedy nie dostawało się od razu kroplówki, tylko najpierw zastrzyki przez 3 dni. I ona biedula miała te zastrzyki, po trzech dniach zabrali ją na porodówkę, podłączyli do kroplówki - efekt zerowy, wieczorem wymęczona przyszła z powrotem. Tak przez kolejny tydzień. Znów zero efektu, a ona coraz bardziej wymęczona... Po czym wypuścili ją do domu, stwierdzając, że "prawdopodobnie źle obliczony termin" ...
Urodziła po następnych dwóch tygodniach, sama z siebie - za co do dzisiaj ją podziwiam, jak sobie o tym przypomnę, bo ja to bym chyba po takich przejściach wolała umrzeć niż urodzić... to było jej pierwsze dziecko, a na dodatek codziennie na porodówce przy okazji się naoglądała...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry