Cześć dziewczyny. Mało się ostatnio odzywam ale czasem trochę podczytuję. Jakoś chyba przeżywam mały kryzys, gdzieś kiedyś czytałam, że faktycznie koło 8 tygodnia przychodzi na mamę taki kryzys (przemęczenie daje się we znaki). Mam wrażenie, ze nic tylko daję cyca i usypiam Dominika albo uspokajam gdy płacze. Mąż jak jest w domu to pomaga ale większość czasu go nie ma i czasem wraca bardzo późno więc i kąpanie muszę zrobić sama a Dominik najczęściej głośne płacze urządza przed kąpielą więc biegam między nim, wanienką, wodą itp. A poza tym cały czas bolą mnie ręce. Mam prawdopodobnie zapalenie pochewek ścięgien nadgarstka i to się ciągnie już chyba 4 miesiąc. Byłam u rodzinnej i nic mi nie dała bo karmię piersią więc tylko skierowała na badania krwi, którego nie mam kiedy zrobić bo mojego rodzinnego mam kawałek drogi od domu (nie przeniosłam się jeszcze po przeprowadzce). Może jak się zrobi cieplej to pojadę rano z Dominikiem w wózku. Prawdę mówiąc to liczyłam na to, że da mi skierowanie do ortopedy ale nic z tego. Chociaż nie wiem czy się i tak na tym nie skończy bo mam wrażenie, że to tylko postępuje i zaczynam się bać żeby się z tego jakieś zwyrodnieniowe sprawy nie zrobiły.
A Dominik rośnie jak na drożdżach. Byliśmy w ubiegły weekend pierwszy raz w gościach i pierwszy raz nocowaliśmy z nim poza domem - u teściów. Bałam się, że będzie potem marudny ale całkiem dobrze to przeżył. W poniedziałek w międzyczasie pobytu u teściów odwiedziliśmy babcię mojego męża, która ma 91 lat żeby zobaczyła prawnuka. A we wtorek odwiedziliśmy na chwilę moich rodziców. I od tego czasu siedzimy w domu bo niestety pogoda fatalna jak nie pada to wieje i jak tu wyjść na spacer.