aniwar, moja mama i mój tata chodzili do tego samego liceum, co ja. I od lat w tym liceum była tradycja, że studniówka jest na sali gimnastycznej. Przygotowania to były wspaniale chwile - zwolnienia z lekcji, siedzenie po nocach nad dekoracjami, super! Kieckę miałam szytą na miarę, nawet tipsy sobie zrobiłam. Ale zrobiłam też jeden błąd - posłuchałam mamy. Od samego początku mi wpierała, że na studniówkę się idzie solo, żeby się wybawić ze swoją klasą. I cały czas w kółko powtarzała, że u niej na studniówce każdy był sam i szaleli do białego rana. A ja, młoda, głupia, posłuchałam. W efekcie z 31 osób z mojej klasy tylko ja byłam bez osoby towarzyszącej. Każdy był z kimś. Wszystkie moje psiapsióły, wszyscy kumple. Każdy się zajmował swoją "drugą połówką", bo były to osoby spoza naszej szkoły, więc Ania siedziała sama przy stole i z każdą chwilą zamulała coraz bardziej. Przed północą byłam w domu, bo nawet raz nie zatańczyłam na parkiecie (z kim niby???). Jeden z gorszych wieczorów w moim życiu. Tyle kasy w błoto...