ahh, i dopiero teraz sobie przypomnialam, że wczoraj któraś mnie tak ładnie skomplementowała, i pytała o to jak to bylo kiedy sie dowiedzialam o ciązy :-)
w sumie, to zaczeło sie od mdłości, ktore na sile tlumaczylam sobie jakas grypą zołądkową czy cos, chociaz podswiadomie troche czułam, że to nie tak.. Ktoregoś wieczoru A. powiedział mi, że gdyby sie okazalo, ze bedzie dzidzia to on juz duzo o tym myslal, że sprzeda samochód poradzimy sobie, i rozczulił mnie tym, bo sama nie wiedzialam co myśleć. Mimo to, nie robilam testu przez jakiś czas, do momentu kiedy spotkalam sie z moim przyjacielem, i on zapro0ponowal zeby dla ' formalnosci' i rozwiania watpliowsci zrobic test. Pomyslalam - okej, niech sie juz wszyscy odczepią, udowodnie ze nie jestem w ciazy. Zrobilam test, odrazu wyszły dwie grube kreski. Zaniemowwilam. Zaczełam się smiac i mowic wkolo, ze to niemozliwe, ze pomylka. Poleciałą po kolejny test, i to samo. Byłam w szoku, przyjaciel moj sie cieszyl, że fajnie itepe, a ja bylam jak zamroczona.. Wzielam telefon i dzwonie do A. mowie ' kochanie, zrobilam test. Jestem w ciązy' a on : ' cisza. zadzwonie za 3 min' i sie wylaczyl. Zadzwonil zaraz i mówi że sie cieszy, że mam sie nie martwić, że dlaczego płacze, i pocieszał mnie. W pozniejszych dniach, mialam wiele watpliwosci, bałam sie powiedziec mamie, jego rodzicom, ale ciagle powtarzal mi bym nie płakała, bo trzeba sie cieszyć. Mamie powiedzialam to przez UWAGA gadu - gadu. moja mama jest za granicą, a że nie chcialam slyszec jej krzyku przez tel to powiedzialam jej na gg. Brzmialo to tak : kilka dni wczesniej oswiadzczylam jej ze musimy powaznie pogadac za jakis czas, wypytywala, i wkoncu napisalam ' jestem w ciązy' na co ona ' wiedziałam.' zdziwilo mnie to Nie krzyczała, nie byla zła.. Rozmawialysmy długo, szczerze powaznie, pytała co dalej, jak sobie chcemy radzić, i powiedziala tez że nie zostawi nas z tym samych nigdy, ze jestem jej corką chocby nie wiem co - od tego momentu wszystko sie zmmienilo. moje nastawienie, wiara ze bedzie dobrze. Potrzebowalam jej słów. Rodzice A. dowiedzieli sie na poczcie u siebie we wsi, i byla draka ;P mama jego płakała, ze nie damy rady, jednak po zobaczeniu zdjec usg rowniez zmmienila zdanie, i teraz mam w nich mega wsparcie

