Jezzzuuuu, cały dzień próbowałam napisać tego posta… Szymuś nie pozwalał…
To, że kiedy nie śpi musze być cały czas przy nim i stawać na głowie wymyślając coraz to inne zabawy, żeby się nie nudził, a przede wszystkim nosić na rękach przodem do świata to jedna rzecz. Wiem, że są dzieci bardziej i mniej zajmujące i mój jest zdecydowanie bardziej. To, że zasypia tylko przy piersi to rzecz druga, choć trudna. Od dawna karmię na leżąco, tak jakoś wygodniej jest i Szymonowi i mnie i po prostu co któreś z miliona karmień każdego dnia kończy się tak, że zasypia. Przysparza to pewnych trudności, bo zasypia z piersią w buzi i rozdzielanie nie jest takie łatwe, ale zazwyczaj się udaje, choć bywa i tak, że oznacza pobudkę natychmiastowa lub w ciągu chwili. Dzisiaj jednak okazało się, że nie tylko w czasie aktywności syn mój chce mieć matkę przy sobie, ale i w czasie drzemki mam mu towarzyszyć – nie chodzi nawet o pierś, tę w pewnym momencie wypluje, ale o to, ze mam leżeć obok… Tak to my długo rady nie damy :-(
Dziś wieczór 5 z rzędu ze strasznym płaczem. Może rzeczywiście tak żegnamy się ze skokiem, oby to było pożegnanie… Straszne to jest, zanosi się płaczem, aż mu tchu brakuje… i gardełko zdziera… tak długo to trwa i nic go nie uspokaja… Nosimy go, oczywiście, wtedy cały czas na rękach, aż w końcu przestaje i odkładamy do łóżka. Niech tylko teraz spi spokojnie, biedactwo L
Fifka, też bym pomyślała, że to kolka, gdyby nie to, że od 4 tygodnie życia Szymona wiemy o alergii i jestem na ścisłej diecie, więc wiem, że to nie kwestia brzuszka. Zresztą nie zachowuje się tak, jak w czasie, kiedy kolki go męczyły. Wczoraj co prawda podałam mu sinlac (Pustiszi, tak – jest słodki), bo się bałam, że jest głodny i dlatego nie zaśnie lub się szybko obudzi. Dlaczego? Byłam wczoraj u dentysty – 2 wizytę leczę ząb kanałowo (a w perspektywie kolejny do takiego leczenia – czyżby skutki diety bezmlecznej?). Cały czas wydawało mi się, że mam tę wizytę w piątek, tymczasem wczoraj dzwonią do mnie, żeby potwierdzić, że wizyta na 20.00. Nie miałam mleka w zapasie, a wizyty nie mogłam przełożyć, bo ząb zatruty potrzebuje dalszych operacji. Odciągnęłam 80 ml i po wizycie wskoczyłam jeszcze do rossmanna, żeby kupić coś na wszelki wypadek. Kupiłam warzywka, kleik kukurydziany i sinlac właśnie. Warzywem trochę bałam się podać, kleik wg instrukcji dodaje się do mm (o czym nie wiedziałam…), a sinlac wydał mi się bezpieczny (bez mleka i soi).
Kurczę, mnie tez się coraz bardziej daje we znaki to karmienie piersią. Sytuacja z dentysta to 1 przykład, ale niestety jest tego więcej. Mam problem z „suchością oka”, która ostatnio mocno się zaogniła. Oczy mam czerwone jak królik i pieką do tego stopnia, że nie daję rady nie trzeć, w efekcie czego gałka momentami jest tak podrażniona, że nie jest gładka, ale pomarszczona, jakbym miała źle założone soczewki. Okulista nie była w stanie zaproponować mi żadnych kropli skutecznych i bezpiecznych przy karmieniu piersią jednocześnie. Więc używam takich zwykłych po kilkadziesiąt razy dziennie, bez efektu, tak trzeci tydzień… Mam też bardzo wrażliwą, atopową skórę, która ostatnio się pogorszyła (pewnie przez niedobory w diecie), dermatolog przepisała mi steryd, przechodzi do mleka…
Tak więc naprawdę momentami mam dosyć :-( z drugiej strony Szymon nie miał nawet katarku, chcę wierzyć, że to dzięki kp. I jeszcze to samo pytanie, jak Fifka i Inomama, jak on zaśnie bez piersi…
To się pożaliłam… sorry, ale gorszy czas mam ostatnio…
Hope, współczuję… Mam nadzieję, że to minie i będziesz miała więcej czasu dla Marti
Akuku, jestem niezmiennie pod wrażeniem, tym razem Twojego zapału. Ja po takim wyczynie jak Twój ostatnio miałabym dosyc na dłuuuugoooo. Ale właśnie widać, że to lubisz…
Kaczuszka, udanych szaleństw ;-)
Ania, zdrówka dla Natalki. Mam nadzieję, że lekarz pomoże i szybko zapomnicie o chorobie.