Mama chwilke czasu to opiszę jak bylo

Zaczęło sie ostro, Kuba w środę miał gorączkę. Wizyta u lekarki,diagnoza : trzydniówka. Wieczorem ja do spowiedzi, J już nie zdążył , stanęło on wstaje o 5. 45 i leci przed pierwszą mszą na 6 na spowiedź. W nocy Kuba gorączka i do 3.30 szalał i nie spal wiec i ja nie spałam. o 7 rano ja pobudka, do 9 wszystko przygotować, na 10 do fryzjera, wracam o 12, kwiaty. O 12.30 J po ciasta bo z cukierni osobno. Ledwo o 13 . 30 sie wyrobiłam. W kościele byliśmy na 13. 45. wielka niespodzianka bo organista chory

Ustaliliśmy ze robimy ślub bez mszy ( tzn ksiądz nam to zaproponował|) i to był strzał w 10 bo od początku ceremonii Kuba nas nie op-uszczał, siedział albo stał przy Jarku jak strażnik. Potem goście sie śmiali ze pilnował żeby tata nie uciekł. Po kościele kilka zdjeć i do lokalu. Tam super nas przyjęli, było zimno wiec ulokowali nas w sali

) goście sie bawili fajnie. ok 22 niestety zaczeli znikać i impreza trwała do 23 ale wszyscy wyjechali zadowoleni.
Wprawdzie teściowa próbowała mi podłozyć świnie i jak już zostł tylko mój tato, nasz świadek, brat J i jego kumpel to powiedziała ze ja mam z dziećmi w taxi i pojechać do domu a J zostanie z chłopami opijać. Wnerwiłam sie solidnie. Powiedziałam jej wtedy że to nasz ślub nie tylko J i albo zostajemy oboje albo oboje wracamy do domu i koniec kropka. Próbowała jeszcze się pluć ale ją ustawili i wszyscy sie rozjechaliśmy : my do domu goście do pensjonatu.
dopiero dzień po sie dowiedziałam jakie miała ale odnośnie mojej sukni , ze nie wypadało, ze miałam brzydką fryzurę i ze nie potrafiłam sie zachować ale po mnie to spłynęło jak po kaczce

ogólnie super
siostra sie popisała i nawet nie zadzwoniła

szkoda słów

kilka zdjęć w galerii

oceicie czy tak źle wyglądałam
