Ja właśnie przez leki na padaczkę nie mogę. Inaczej by było gdybym ich nie miała. No ale nie zaryzykuję np ataku z dzidziolem na rękach bo bym chyba nie wybaczyła sobie do końca życia.
Dobrze chociaż, że lekarka już 3 lata temu mi zmieniła na leki przy których mogę być w ciąży i dają bardzo mała szansę na uszkodzenia płodu... Ale że polski kraj, dupny kraj i służba zdrowia to dno, to tylko dzięki lekarce mam tą szansę... To mnie wk*** bo jak ktoś zachoruje na padaczkę to mu dają leki starego typu. Jak leki starego typu nie działają to dają inne, starego typu... Zajzajer jakich mało, dający szansę na uszkodzenie płodu, poronienia, choroby dzieci wynikające z działania leków (uszkodzenia na poziomie komórkowym, dające uszkodzenia takie jak genetyczne np zespół downa). Jak te nie działają, to kolejne...starego typu. A dopiero jak się stwierdzi padaczkę lekooporną to dają nowego typu, które tą szansę uszkodzenia mają niewielką (przykladowo, starego typu szansa uszkodzenia 1:100.000, nowego 1:1.000.000).Wiem, że nie powinnam tego pisać, bo ludzie są rózni, ale ufam Wam. Trafiłam na doskonałą lekarkę... która dla mnie zaryzykowała, wpisała p.lekooporną w kartę i tego się trzyma... A ja dzięki niej mogę być na nowych lekach.
I to boli... że państwo i służba zdrowia nie dbają o chorych... tylko trzeba nakręcić i kłamać żeby być zdrowszym.