Ja dzis mam kryzys. Młoda cały dzien prawie nie spała. Moze z godzinke, to wtedy zjadlam śniadanie na spokojnie. Nawet na dworze jak byłyśmy to nie spała. Co zawsze spi...
O 16 oczywiście standardowo atak brzuszka (kolka, wzdecie). Przeszło gdzies po 40 min ale cały czas była marudna. O 18 zaczęłam wietrzyć jej tyłek, to tez larmo było okropne. O 19 kąpiel, to w kąpieli cieplutko i było jej blogo. Po kąpieli ciepłe mleczko. Zjadła TYLKO 30ml i padła!
O 17 miałam juz dość całego dnia, wiec czekałam na męża jak na zbawienie. Przez ten jej atak brzuszkowy nie zdążyłam zrobic obiadu. Ok 17 wrócił maz i juz mnie podkurw.ił mówiąc, ze łapie go choroba i on sie do Weroniki nie zbliża!!!! Nosz ku.rwa jego mać. Dziecko ryczy a ja razem z nią! Głodna jak wilk ( śniadanie o 11 i to jedyny posiłek), wkurwiona położyłam ja do łóżka. 5 minut snu i płacz!!!
Mało tego! Kupiłam sobie dzis torebkę mrożonego szpinaku z hortexu. Otwieram torebkę, wsypuję szpinak do garnka, a tam piana i jeden wielki smród!!! I taki głupi, skisniety szpinak spowodował, ze znów sie rozryczalam!!!!
Maz pozniej wziął sie trochę w garść i na szybko obrał ziemniaki, przyprawil i upiekl cyca kury.
Śpię po 5-6h. W ciagu dnia nic nie zrobię bo młoda nie spi. Syf w chałupie jak nie wiem, a jutro po raz 7 ma przyjść położna. Zawsze mnie tak chwali, ze u mnie czysxiutko, a ja sie wstydzę ja jutro przyjąć.
Moze uda mi sie rano cos ogarnąć...
Teraz zrobiłam sobie herbatke hippa, wzięłam biszkopty petitki i sie relaksuje cisza.