Happy
Wydarl sie bo nie umialam wskazac drogi i trzymalam krzywo nawigacje, ktora sie nie laczyla z satelita. Wiec powiedzialam, ze pojde na tramwaj. On ze w ciazy nie powinnam jezdzic tramwajem. Ja ze w poprzedniej jezdzilam i nie umarlam, a stres jest dla mnie gorszy niz jakis pieprzony tramwaj. Poza tym od deoch dni czulam idaca migrene.
Moj maz nie radzi sobie ze zmiana trybu zycia koszary - cywil i sam uznal, ze mu zaczyna odbijac. Niby wieczorem bylo ok, ale nie da sie ukryc, ze kiepsko sie dogadujemy. W sumie przestalam go zaczepiac, zeby pobyl ze mna, pogadal itd.
W piatek wole jechac sama, bo jak ma wrzeszczec to wole nawet stracic pol dnia, zreszta nigdzie sie nie spiesze.
Zaraz zacznie sie przedszkole i znow trzeba bedzie nadac nowy rytm dnia i tak.
Moje kolezanki uwazaja, ze ja jak taki kameleon bardzo szybko sie adaptuje. I tym szybciej, im ciezej. Moze sobie czasem poplacze, pomarudze, ale zawsze dam rade.Zreszta jakie mam wyjscie?