Przeczytałam pierwszą stronę tylko, bo zauważyłam, że tutaj też dotarła straszna historia porodu na Polnej.
Ja rodziłam tam w czerwcu, a wcześniej leżałam 3 razy.
Pierwszy raz z poronieniem - leżałam na oddziale PGII. Nie mogłam narzekać. Personel miły, uprzejmy, troskliwy. Jedzenie nawet, nawet. Gdyby nie powód pobytu to wspominałabym go miło.
Drugi i trzeci raz leżałam na Izbie Przyjęć. I tutaj było ok. Personel bardziej zalatany, niż na oddziale. No ale to w końcu oddział doraźnej opieki (tylko takie okazy jak ja leżą tam po kilka dni ;-) ). Żarełka było mi trochę mało, ale wtedy byłam już w ciąży z Marysią, więc nie dziwne.
Poród wspominam miło. Miałam swoją położną. Pobyt na PGIII już był trochę gorsz - pielęgniarki opryskliwe i nie do końca kulturalne. Przegięciem była natomiast postawa pań z oddziału opieki pośredniej - jak Maria tam leżała to chciałam karmić ją piersią i pomimo mojej wyraźnej prośby dziecko było dokarmiane butlą... Jazdę zrobiłam i szybko nas wypisali ;-)
Moje zdanie jest ogólnie takie - obojętnie w jakim szpitalu się rodzi trzeba być twardym, walczyć o swoje i nie dać sobie w kaszę dmuchać. Rozumiem, że kobiety po porodzie są słabe, zmęczone i wystraszone nową sytuacją, ale to nie powód żeby wyżywać się na nich i źle je traktować.