emilinka już tutaj gdzieś pisałam nt. Żelaznej - uważam, że szpital jest jak każdy inny i tyle. Nie przeżyłam tam jakiś histerycznych chwil uniesienia jak niektóre forumowiczki. Położne na oddziale sympatyczne (ale też nie wszystkie) przychodziły na dzwonki i same z siebie bez słowa zniecierpliwienia. Personel z oddziału Patologii Noworodka gdzie Nelka wylądowała na naświetlaniach też w porządku. Co prawda pojawił się jeden zgrzyt - otóż z braku miejsc leżałyśmy w 5 sztuk na sali na ginekologii a nie na położniczym, do Nelki musiałam latać na górę na te Noworodki dzień i noc do karmienia.Normalnie położne rozwoziły dzieci do matek, ale droga na ginekologię jest za długa i się nie opłaca, bo dziecko za krótko by leżało pod lampami. PO porodzie miałam sporą niedokrwistość i ledwo chodziłam, wręcz się slaniałam na nogach, wędrówki piętro wyzej były jak wyprawa na Kilimandżaro, pięć przystanków po drodze i zadyszka jak już tam dotarłam - koszmar, nikt nie wpadł na pomysł żeby mnie przenieść bliżej dziecka - na położniczy. Denerwowali mnie tylko lekarze, zwłaszcza pani pediatra której nazwiska nie wymienię - dziecko ma żółtaczkę do tej pory, a ona chciała mnie z nim wypisać na drugi dzień. Salowe za to beznadziejne, nie umiały zmienić pościeli bez komentarza, zupełnie jakby pracowały w hotelu a nie w szpitalu połozniczym. Poza tym było koszmarnie gorąco bo urodziłam akurat w upały, na sali można się było ugotować, do tego ci odwiedzający, do tego nieprzespane noce bo dzieci płakały na zmiane, to wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że wolę mieć pojedynczą salę w przyszłości, mimo że doba w św Zofii kosztuje więcej niż w Marriott`cie.
Leżały ze mną dwie dziewczyny, którym indukowano poród mimo że były wskazania do cesarki. Jednej w dodatku dwukrotnie - podobno św.Zofia słynie z tego, że stara się zmusić pacjentki do porodów siłami natury za wszelką cenę. Bogu dzięki ja urodziłam bez komplikacji, a im współczułam serdecznie. Ogólnie naprawdę mam do szpitala stosunek zupełnie spokojny - ani nie wzbudził mojego zachwytu, ani przerażenia. Ot, po prostu miejsce do rodzenia i tyle. Własciwie najbardziej podobało mi się na bloku prodowym mimo bólu jaki się z tym kojarzy!