Franiowa mama ma rację z tym jedzeniem. Paulinka przy wypisie połowę karmień miała podawanych przez sondę (czyli 4 z 8). Kazali mi się nauczyć zakładać sondę... ja się nie podjęłam, bo bałam się, że podam mleko źle i pójdzie do płuc :-( Na początku było ciężko, o ile w szpitalu byłam od 9 do 20 i mogłam się wyspać w nocy, tak w domu karmienie co 3 godz, z czego jedzenie 60ml zajmowało jej 2 godz. Łatwo policzyć ile miałyśmy na sen... Najgorszy był pierwszy tydzień, grunt to dobry smoczek, moja wolała zwykłe lateksowe nuka, którymi karmiłam ją w szpitalu. Dostaliśmy od pielęgniarek 10 szt smoczków na wyjście ;-) Trudno było jej zwiększyć porcję po miesiącu dodawałam po 10-20ml więcej ale nie zawsze była w stanie to zjeść. Teraz je 6x100ml, a czasami mniej :-( Do "normalności" z jedzeniem doszliśmy niedawno, zajmuje nam to do pół godz. Zaczynam podawać jabłuszko i kaszkę ale opornie to idzie, wybieramy się do neurologopedy...
Nie wiem jaką decyzję podejmiesz, ja chwilami żałowałam, że nie umiem założyć sondy, położna srodowiskowa nas olała i nie było ani jednej wizyty, nie miałam znikąd pomocy. Nie raz wyłam do księżyca, miałam ochotę zrobić krzywdę Paulince za to, że nie umie normalnie zjeść :-( Wstydzę się tego ale emocje takie były i teraz Ci to mówię, nie było lekko.
Aha, Paulinka do dziś jak ssie to nie oddycha, złapie parę łyków, potem łapie oddech i znów ssie. Czasem jej się uda, skoordynuje to i przez nosek odetchnie ale to rzadko.
Co do rehabilitacji Szymonka, to nie skomentuję, bo płakać mi się chce :-( Nawet nie wiem co Ci Madziu poradzić :-( Życzę Ci dużo siły i radości z synka, kiedy już będziecie w domu, i na spokojnie będziecie się docierać:-)