Witam Was serdecznie. Oj daaawno nie było mnie na forum. Dobrze do Was wrócić, dziewczyny.

Mam taki kłopot:
Ostatnia @ 15 listopada, od kilku miesięcy biorę luteinę, bo mam problemy z progesteronem (silne bóle brzucha przez całą drugą połowę cyklu, bóle żył w nogach, itp.). 11 grudnia (27 dc) zrobiłam test, bo jakoś tak dziwnie się czułam, a tu... dwie kreseczki, a dzień wcześniej odstawiłam luteinę co by wywołać @. Wróciłam od razu do luteiny, a 13 grudnia zrobiłam betę, wyszło piękne 22,74. Następnego dnia poszłam do mojego pana doktora. Od tygodnia miałam książkowe objawy - metaliczny smak w ustach, ból piersi, mdłości, senność. Wczoraj przyszedł wielki niepokój, prawie nie spałam, a rano nie było mdłości tylko wilczy głód. Dziś wepchnęłam się na usg, bo 12-ego dostałam skierowanie od mojego pana doktora. Lekarz robiący usg stwierdził - ja tu żadnych objawów ciąży nie widzę ale to dopiero trzeci tydzień. Gdy wyszłam od niego kupiłam test. Jedna kreska.
Nie miałam żadnych poważniejszych bólów brzucha, takie tylko pobolewanie jakie mam od dnia jajeczkowania, a właściwie nawet mniejsze niż choćby tydzień temu, żadnego krwawienia, tylko wydaje mi się, że piersi mam mniej bolesne. Cały czas biorę luteinę i spasmolinę. Idę do lekarza dopiero we wtorek.
Co o tym myślicie? Czy to było bezobjawowe poronienie? Nie mogę znaleźć takich informacji w internecie. Czy powinnam jeszcze w poniedziałek przed wtorkową wizytą zrobić betę, jeśli nie pojawi się żadne krwawienie ani plamienie?
Bardzo dziękuję z góry za Wasze doświadczenia.