Znalazlam watek przez przypadek. Ja uwazam, ze jaki kolwiek klaps w pupe, danie po raczkach czy juz w ogole sieganie po rozne inne "narzedzia" jest porazka rodzica.
Sama jako dziecko nie raz, nie dwa dostalam. i nie mowie o klapsie tylko o metodzie wychowawczej takiej jak chocby kabel od zelazka. wierzcie mi - nie ma nic bardziej upokarzajacego dla dzieciaka niz uderzenie przez rodzica. jako dziecko bylam bezsilna - przeciez nie oddam ojcu czy matce pare razy wiekszym ode mnie!
jako nastolatka, oddalam matce - a za matke oddal mi ojciec. ostatni raz uderzyl mnie chyba jak bylam w klasie maturalnej - dostalam w twarz za pyskowanie matce, skonczylo sie rozcieta warga. na drugi dzien spytal czy nie chce zostac w domu, mama napisze mi usprawiedliwienie - mialam tak spuchnieta warge. spytalam sie go czy sie czegos boi? i wyszlam z plecakiem. do szkoly oczywiscie nie dotarlam, ale nigdy nie czulam tak wielkiej satysfakcji, ze teraz to oni sie czegos boja.
bicie (jakiekolwiek) nie przynosi skutkow tylko poteguje strach przed rodzicami - wiem po reakcjach mojej matki, - ze gdy probowala mnie przytulic - ja robilam automatycznie unik - i mam tak do tej pory.
u mnie w domu tez zaczelo sie od babcinego powiedzenia: dupa nie szklanka nie peknie, byly klapsy, ale skoro nie pomagaly to czlowiek szukano "mocniejszych" argumentow. wydaje mi sie, ze jesli nie radzimy sobie z jakimis zachowaniami dziecka lepiej zasiegnac porady specjalisty - szkolny pedagog, czy psycholog nie zaszkodzi, a wrecz moze pomoc. a potem sie okazuje, ze blad byl w naszym postepowaniu, nie dziecka.
dwa postawcie sie w sytuacji wlasnie z szacowna tesciowa - skoro sie ona upiera przy czyms i nie chce ustapic mimo prosb, czy mamy jej strzelic przez tylek? albo ona nam? czy kiedy nie zgadzamy sie z kolezanka, zdejmujemy klapka i strzelamy jej przez dupe? nie - rozmawiamy.