Witam. Mój mały od 1 dnia spał sam w łóżeczku w osobnym pokoju. Miał swój rytuał kąpiel, pierś i zasypiał przy trzymaniu do odbicia (10minut). A jak w nocy był głodny to po prostu do niego szłam. Później przestał zasypiać po jedzeniu i siedział u mnie na kolanach też przez 10 minut. Potem do łóżeczka ze smoczkiem - marudził tylko jak go wypluł. Niestety jak miał 6 miesięcy przeprowadziliśmy się, poszły mu ząbki i było nam go żal więc go lulaliśmy. Teraz jest różnie. Od urodzenia ma stałą porę kąpieli (19), ale wszystko zależy od tego czy zrobi sobie drzemkę w dzień. Jak tak, to zaśnie sam, czasami pogada do siebie, czasami pomarudzi. Ale jak jest bardzo zmęczony to dużo hałasu robi. I tu nawiążę do tej metody odchodzenia od łóżeczka. Wszędzie czytam, że dziecię się przyzwyczaja po kilku dniach, góra tygodniu. Mój i po tygodniu jak płakał a ja przyszłam i mnie widział to wyciągał ręce i się złościł, że przyszłam ale go na ręcę nie biorę. Więc teraz albo jak jest ok to zasypia sam, albo jak jest zmęczony to go lulamy na rękach.
Co do godziny 22, 23 myślę, że to za późno i i dziecko nie może zasnąć ze zmęczenia, najważniejsze to wyczuć dobry moment.
A z innej beczki - jak usypiacie w dzień? Bo pomijając, że ja zawsze muszę na rękach, to muszę moje dziecko zawsze zmuszać. Choćby ryło noskiem o podłogę (ma 8 miesięcy i pełza) to nie chce, a bawić już też nie ma się siły i ciągle płacze i marudzi. A jak już je uśpię, to śpi z 1,5h. Niestety nie zawsze mi się uda i potem mam problemy z kąpaniem. Wasze dzieci lubią dzienne drzemki?