Double aga no hej hej kochaniutka, i po rozwodzie jest ci łatwiej? Lepiej sobie radzisz, niż z byłym mężem? Ale na pewno kontakt macie, z powodu dziecka? Przepraszam, że tak wypytuję, ale ciekawi mnie to. Dla mnie rozwód byłby chyba nie do przeżycia, chyba, że naprawdę byłabym traktowana jak szmata...
maleńka, na początku było mi ciężko, bo mimo, że bardzo chciałam odejść od niego, to jednak jakieś przyzwyczajenie zostało wtedy, darłam się z myślami, czy dobrze robię, czy to dobrze dla dziecka, ma przecież 2 latka... przeprowadziłam się do obcego miasta, gdzie znalazłam pracę tydzień wcześniej, prawie 200km od niego. Na sali sądowej było koszmarnie, chciało mi się wyć, wszystko odwoływać i w ogóle jak to możliwy był rozwód, skoro wzięliśmy ślub, na dobre i na złe. Rozwód trwał krócej niż uroczystość w kościele

ironia

przy pierwszej rozprawie już sąd zadecydował, że mała mieszka ze mną a wychowujemy ją wspólnie. Po powrocie do domu miałam kilka ciężkich dni... ale ... wtedy odżyłam

Zaczęłam zdawać sobie sprawę szybko z tego, że strasznie cieszy mnie poranne wstawanie, prowadzenie malucha do przedszkola (udało mi się znaleźć naprawdę świetne przedszkole, które przyjęło małą w wieku 2.5, dwa razy po prostu była w maluchach

), praca, spacery i zakupy z małą, jakieś wstrętne gotowanie (mam garkowstręt

) Nie bałam się, że po powrocie do domu będą awantury, przepychanie, krzyki, wyzwiska, że w nocy będę słyszeć zamek w drzwiach, że wchodzi z imprezki kolejnej i potykając się o wszystko w domu zaszcza podłogę w łazience i będzie chrapał do rana. Nie wpuszczałam go do domu, kiedy przyszła jego kolej odwiedzin malucha, sprowadzałam ją na dół

miałam swój azyl, do którego nikt inny oprócz nas dwóch nie miał wstępu
Teraz minęły prawie 2 lata od rozwodu, widujemy się co 3 tygodnie, bo nie chce mu się częściej przyjeżdżać do dziecka,przyjeżdża ze swoją nową dziewczyną, tak z 12 lat młodszą od niego, która na widok małej mojej najchętniej ucieka, kiedy ta wrzeszczy

) Jeszcze nie raz dochodzi do potyczek słownych już tylko, ale za każdym razem przypominam sobie, że już jest inaczej, nie jest w stanie nic mi zrobić, że już po wszystkim, nerwy mijają i przestaję się nim przejmować

prawo jest po mojej stronie, nie zaniedbuję dziecka, kocham ją ponad wszystko

Ułożyłam sobie życie, spodziewamy się drugiego dziecka (mimo, że mój partner nie jest ojcem biologicznym dziecka, tak je właśnie traktuje)

Warto było

Dla tego spokojnego snu malucha i mojego
