reklama

Wątek PORODOWY :)

Ja właśnie dostałam rozkład zajęć na studiach.
I jeśli nie chcę mieć problemów to muszę się z porodem i dojściem do siebie wyrobić pomiędzy 19.10 a 8.11 :baffled:
Niestety zajęcia są co tydzień:baffled:
Trzymajcie kciuki proszę zbiorowo za taki termin, bo inaczej będzie kruucho.
I cały czas mnie prześladuje wizja, że mi wody odejdą na jakiejś laborce wśród 30 chłopa.
Ale by była panika :-D
 
reklama
wszytkie bedziemy trzymac kciuki ale ta wizja jest bardzo ciekawa choc nie zycze bo faceci to prawdziwi panikaze i zamiast dzwonic na pogotowie albo zawiezc do szpitala jak który maiał by auto by zaczeli sie jeszcze przepychac aby sprawdzic co tak naprawde sie dziej
 
No więc jestem rozpakowana, uszczęliwiona i wreszcie spokojna...
...ale nie było łatwo, gładko i spokojnie.
Obalam wszystkie mity o tym, że kolejny poród jest łatwiejszy, szybszy czy mniej bolesny a waga dziecka ma wpływ na bóle. Bzdura! Tak jak każda ciąża jest inna tak i poród. To był mój drugi, dziecko mniejsze wagowo i centymetrowo ale bóle zdecydowanie intensywniejsze a przebieg o wiele dłuższy od pierwszego.
I faza trwała od ok 7 rano, licząc skurcze rozpoczynające co 30minut, II faza od ok 1.50 w nocy- moment odejścia wód i natychmiast parcie z siłą i bólem pioruna. Pierwsze kilka partych z bólem dla mnie nie do opisania, byłam pewna że nie dam rady i błagałam o pomoc. Dzięki dopingowi położnych i męża zaczełam dawać z siebie wszystko w kolejnych. Kiedy usłyszałam od położnej że widzi główkę i czarne włoski, pomyślałam "nie poddam sie!" i parłam z całych swoich sił, mimo straszliwego rozrywającego bólu z przodu z tyłu w środku i wszędzie gdzie to było możliwe. Jak już udało nam się urodzić główkę, czułam jeszcze w środku merdanie nóżek Lilianki:szok: Jeszcze chwile trwało zanim udało wyprzeć się ciałko, ale dałam rade!!! sukces ogromny, nie wierzyłam że sobie poradzę gdy zaczęły sie te potworne parte.
Podczas porodu zdecydowałam sie na zastrzyk pozwalający spac miedzy skurczami ale skutek fatalny- czułam sie jak nie ja, nie panowałam nad własnymi słowami a o podniesieniu sie o własnych siłach z łóżka nie było mowy. Jedyne co mi pomagało w czasie skurczu, to skupienie sie na prawidłowym oddychaniu.
Nie sądziłam, że jestem zdolna do przeżycia takiego bólu, ale jednak. Okazało sie że my, kobiety, mamy w sobie takie pokłady siły, o jakich nie śnimy. Po raz kolejny przekonałam się, że od bólu sie nie umiera a nagroda warta jest wszystkich bóli świata!!!
Opieka w moim szpitalu super. Jestem bardzo zadowolona. Jednak jeśli zdecyduję sie kiedyś jeszcze na trzecie dziecko, z pewnością poproszę o znieczulenie w kręgosłup:-p

ps. moje położne odbierające poród, babeczki ok 50-tki stwierdziły, że nigdy nie widziały takiej dużej ilości wód płodowych jak u mnie:szok:
 
Ostatnio edytowane przez moderatora:
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry