Trochę luzu to też mogę opisać mój poród.
Czwartek 26,11,2015 rano do pracy jeszcze na dwie godzinki jak odprowadziłam małą do przedszkola,jak wróciłam do domu to tak mnie krzyż bolał jak jeszcze w tej ciąży mi się nie zdarzyło,leżałam i płakałam,nawet przeciwbólowe tabletki wzięłam czego unikam. O 14 wizyta u lekarza a tu rozwarcie wewnętrzne i zewnętrzne wydzielina różowawa i skurcze,a ja jakie skurcze skoro nic nie czuje to jak się wsłuchałam to rzeczywiście jakieś tam lekkie mało bolesne były.Ryzyko popękania blizny po cesarce ,nisko bardzo główka.Skierowanie do szpitala...
Teraz decyzja czy na Polną gdzie jak fałszywy alarm to odeślą,czy jechać na Lutycką tam gdzie chciałam rodzić(tam na pewno przyjmą na obserwacje) a tu dwójka w domu ???
No to o 18stej na Lutycką ,przyjęta i na badaniach:rozwarcie zewnętrzne na palec,wewnętrzne na opuszek czyli prawie żadne,skurcze na poziomie 40,czyli też nikłe.Obserwacja,jak nic się nie będzie działo to za dwa dni do domu(byłam w 37+2)
PANI NA CHWILE OBECNĄ NIE JEST RODZĄCA...
Do łóżka ,męża do domu i spać(choć co chwile krzyki rodzących dochodziły do mnie) Byłam tak zła i w myślach wyzywałam mojego lekarza po co mnie skierował,albo mogłam na Polną jechać. Brrr.
O 1 zmieniali pacjentkę na pokoju i mówię ach do toalety siusiu,na korytarz niestety,dochodzę do toalety i myślę że znów za długo czekałam i popuściłam,wychodzę i znów mi się siusiu chce, no to się cofam ,ale jak wstałam to już legalnie po nogach strumyczek z każdym krokiem się sączył.Do pielęgniarki ,że mi wody odchodzą,dała podkład i woła na badanie do pani doktor,jak mnie skurcz chwycił to prawie w pół się zgięłam. Na wkładce czop,po padaniu,rozwarcie na 2 cm i skurcze.Na łużko porodowe.
Kilka godzin skurczy rozwarcie po malutku,do 4cm,męża niema bo w pracy,ale bym go powyzywała...
przyjechał jak się wybudzałam ze znieczulenia ok 7,30,niby ulga że troszkę się przespałam ale skurcze się nasiliły i były bardzo bolesne.Próba zmiany pozycji,rozwarcie malutkie,niech pani spróbuje przeć to rozwarcie się powiększy. Nie szło...
To położna pomogła,masaż zrobiła i już rozwarcie koło 10 było.Trochę bolało a w obliczu silnych skurczy i prognozy że dopiero po południu urodzę z tym tempem rozwierania to niech pani działa.
No i dość długa akcja ze skurczami partymi,powoli bo rodziłyśmy bez nacinania. O 10,58 urodziłam Sarę.Wykończona byłam ale jak położyli mi malutką na piersi to łzy ciekły mi po twarzy i na głos płakałam,jeszcze tylko łożysko (pikuś) i szperanie czy jest tam spirala,na szczęście była i nie trzeba jej było szukać. Małe szycie-3 szwy tylko(lekkie pęknięcie zewnętrznej skóry)
Po dwóch godzinach już stałam przy szafce i sztućców szukałam bo obiad a ja głodna jak wilk ,pielęgniarka a pani dobrze się czuję a ja oczywiście

Może nie był to mój najlżejszy poród ze względu na nienacinanie ale baaardzo szybko doszłam do siebie,mogłam zajmować się małą i walczyć o kp.Po tygodniu mogę powiedzieć że niemiłe emocje schodzą w odległe zakamarki mojego umysłu.
Każdy poród inny. Cudowna Sara wynagrodziła mi wszystko.:-)
Życzę wam mało bolesnych i błyskawicznych porodów...
No i zdrowych pięknych maluszków .