Mam stałego partnera od 10 lat, ale zanim go poznałam to prowadziłam dość wesoły i beztroski styl życia... Nigdy wcześniej nie robiłam cytologii i testów na HPV, dopiero w 2024 poszłam prywatnie na cytologię i była zła. Wtedy wykonałam testy i wyszło HPV. Już przywykłam do myśli, że to stara sprawa i wirus będzie ze mną na zawsze. Miałam wówczas stresującą pracę, co chwila łapałam jakieś choroby, miałam egzemę na rękach. Mój styl życia pozostawiał dużo do życzenia, niezdrowa dieta i alkohol wypijany w dużych ilościach. W tym samym okresie kiedy wyszła zła cytologia straciłam pracę. Próbowałam szukać nowej, ale wtedy zdrowie było priorytetem. Miałam konizację, lekarz przekazał, że zmiana została wycięta, ale zabieg nie usunie wirusa z organizmu i trzeba to kontrolować. Krótko potem zaszłam w ciążę, co było dla mnie zaskoczeniem, gdyż jeszcze kilka miesięcy wcześniej lekarz mówił, że "kwalifikuję się do leczenia niepłodności". Wszystko skończyło się dobrze, a zwieńczeniem tej historii był negatywny wynik HPV. Także nic specjalnie nie robiłam, po prostu odzyskałam spokój psychiczny, przestałam chorować i organizm dał radę to zwalczyć. No tak miało być, traktuję to jako znak z góry