Ja miałam wizytę (USG 20tc) 14stycznia na godzinę 9. Wyszłam ze szpitala wczoraj wieczorem.. a dlaczego..
Na USG dowiedziałam się, że moje przeczucia się potwierdziły (It's a boy!) będzie synek

Popłakałam się ze wzruszenia i po USG czekałam jeszcze na wizytę u lekarza. Z maluchem wszystko w porządku

! . Podczas wizyty miałam powiedzieć wszystko, jak się czuję, czy były jakieś krwawienia.. krwawienia były czasem (chyba w wiadomych dla większości okolicznościach) ale po zastrzyku od położnej na przeciwciała D (czyli na konflikt) nie mam już z tym kłopotu..no i mam bóle na boku klatki piersiowej.. jest to ból mięśnia. Nie mogę się odwracać w nocy bo boli, nie mogę się sama podnosić.. mój mężczyzna mi pomaga. No i zainteresowały lekarza właśnie te bóle. Przebadała mnie i powiedziała, że musi iść do doktora zapytać, co w mojej sprawie można zrobić bo wydaje jej się, że to nie do końca ból mięśnia. No dobrze, poszła, czekamy na nią. Gdy wróciła powiedziała, że będą musieli zrobić mi RTG klatki piersiowej i będę musiała dostać zastrzyk - chcą wyeliminować ryzyko wystąpienia zakrzepu krwi w klatce piersiowej (bo to w podobny sposób może boleć). No dobrze.. więc wysłała nas gdzieś tam w szpital na te badanie.. dotarliśmy na wyznaczone miejsce ii... Położna z oddziału na który trafiliśmy zaczęła nam pokazywać, gdzie można sobie zrobić kawę, gdzie jest stołówka i poszła z nami do pokoju na oddziale.. no to mój Bartek na to "chyba to to zwiedzanie szpitala nam teraz robią..

fajnie :-)" Położna zaczęła szykować jedno łóżko.. przewiesiła pilocik do wzywania pomocy i powiedziała, bym się rozebrała i położyła tutaj. Bartkowi mina zrzedła

mi zresztą też.. chciałabym siebie widzieć w tamtym momencie

, Bartek zapytał położnej o co chodzi, co ma teraz zrobić.. a Ona, że nic nie wie, że mieli mnie na oddział przyjąć. Po chwili przyniosła pasek z moimi danymi by zawiesić mi na ręku i tak zaczęło się wycieczkowanie mojego zdenerwowanego B do office

By pytać co i jak, kiedy na badanie mnie zabiorą i w ogóle

.
Nie chcę już całości opowiadać bo dużo tego byłoby. Ogólnie zrobili mi pierwszy RTG który nie wykazał nieprawidłowości. Później by potwierdzić, że wszystko ok na drugi dzień miałam coś jak spirometrie ale delikatniejsze i po tym jeszcze badanie promieniami GAMMA

ale dla dziecka nie było to ponoć niebezpieczne. Znam się na temacie więc wierzę też im na słowo. Przed badaniami drugiego dnia (spiro i GAMMA) główny lekarz (pan doktor) przyszedł do mnie w garniturze, zbadał i powiedział, że są pewni na 98 procent, że to ból mięśnia ale jakby mnie wypuścili i okazałoby się, że jednak zakrzep to czuliby się odpowiedzialni za konsekwencje. Powiedział że ból mięśnia nie jest poważną sprawą.. ale zakrzep to poważna sprawa i wolą być w 100 % pewni, że to tylko ból mięśnia.. wtedy mnie wypuszczą.
Powiem Wam, że nie spodziewałam się takiego podejścia do sprawy. Jestem mile zaskoczona opieką tu w Anglii. Jak jest nawet tylko podejrzenie czegoś, co może zagrażać życiu to obchodzą się z Tobą jak z jajkiem i próbują wyeliminować podejrzenie. Jednak jakby się potwierdziło podejrzewam, że zrobiliby wszystko, by w bezpieczny sposób usunąć "patologię". Świetna opieka. W szpitalu bardzo czysto.. nie brzydziłam się w toalecie nawet usiąść bo wszystko szorowane codziennie i każda sala miała swoją toaletę. Jedzenie pyszne, sama wybierałam na co mam ochotę. Ja tam mogę rodzić
Jak wychodziłam ze szpitala dostałam za darmo leki na częstą przypadłość kobiet w ciąży związaną z wydalaniem pewnych rzeczy
normalnie WOW