Ja rodziłam na Dyrekcyjnej dokładnie dwa miesiące temu. Stanowczo odradzam.
Położne pomagały z łaską, każda co innego mówiła, mimo iż brałam leki na nadciśnienie jedna kazała dziecko przystawić inna mało mnie nie zjadła, że chcę przystawiać. Pielęgniarki noworodkowe straszne... Zero pomocy, w trzeciej dobie doprowadziły mnie do strasznej depresji.
Lekarze... Brak mi słów. USG raz na dwa tygodnie, przed samym porodem nikt USG mi nie zrobił, leżałam przed porodem 4tyg na patologi, non stop lekarze się zmieniali. Przy moim nadciśnieniu powinni zakończyć ciąże w 36tyg. Zaufałam im, kiedy powiedzieli, że jeszcze możemy czekać na poród naturalny. Dopiero przy obchodzie profesor Zimmer w połowie 37tyg zadecydował, że już nie możemy czekać dłużej i robimy cc. Gosztyła jeszcze dalej by zwlekał...
A dziecko przez ich niechlujstwo, brak zdecydowania, zwlekanie i zaniedbanie urodziło się z wylewem. Wystarczyło tyle nie zwlekać a do cc zastosować narkozę, a nie znieczulenie PP, które dodatkowo podnosi ciśnienie. Anestezjolog przed wzięciem mnie na salę operacyjną nawet nie zmierzyła mi ciśnienia, cewnikowanie bez znieczulenia, gdzie wszędzie cewnik zakłada się już po podaniu znieczulenia... Podczas porodu na dyrekcyjnej mało nie doprowadzili do zgonu mnie i mojego dziecka, a skończyło się na trwałym i nieodwracalnym uszkodzeniu mózgu mojego synka.
A neonatolodzy może są fajni jak dziecko jest całkowicie zdrowe, mnie tylko ciągle straszyli, a to w jaki sposób powiedzieli mi o wylewie i nie powiedzieli co może być dalej z dzieckiem było karygodne. Wypisali nas bez konsultacji z neurologiem, dopiero po tym jak powiedziałam, że sprawę nagłośnię jedna z lekarek łaskawie zadzwoniła do neurolog i wyznaczyli nam termin, ale już po wypisaniu nas do domu.
Każdy kto mnie spyta o Dyrekcyjną powiem stanowcze NIE!