Fredka1
Mama czerwcowa 06
u nas sprawa wygląda trochę inaczej. generalnie mąż wygania mnie, żebym wyszła z domu tylko ... no właśnie i tu się zaczyna.. jak wyjdę to zastaje z powrotem sajgon w domu. Mega bajzel. On nic sobie nie robi z porządku, daje małej jeść co nie trzeba (nie rozumie, że Ala jest alergiczką, pozwala jej na rzeczy na które ma szlaban np. kąpiel zbyt długa itp). Ogólnie zajmuje się dziewczynkami bardzo dobrze, tylko mi ręce opadają jak później muszę spijać piankę z wieczoru z tatusiem, więc tak naprawdę rzadko mi się zdarza urwać z domu. A swoją drogą mój m nie interesuje się sprawami domowymi, bo ja jestem na wychowawczym a on pracuje. I o to właśnie nie dawno się pokłóciliśmy. Więc dziewczyny uczcie się na moich błędach facet powinien od początku być angażowany w pracę przy dzieciach bo później naprawdę trudno to wyprosić. Mamy kryzys od miesiąca. Mam dosyć zajmowania się wszystkim. Też potrzebuje chwili spokoju i nie popuszczę. Koniec!
W życiu by nie puścił a jeśli tak bym zrobiła to mogę się od razu pakować... Na 3 godziny z domu tak, ale z małym...

I ble ble ble...się znów zaczęło. Mój starszy syn słyszał wczorajszą wymianę zdań i kiedy M wyszedł, przyszedł do mnie i powiedział, że ja mam rację
.