Ja jestem bardzo dumna z mojej mamy. Ona w wieku 52 lat wyjechała z Polski do Niemiec. Tam ma znajomych. I ona lepiej się czuje i mój tata. W końcu odżyła. Tak naprawdę to nie żyli ze sobą intymnie 17 lat i moja mama nawet nie wiedziała co to przyjemność na O. Wcześniej ciągle z nim była przez wzgląd na dzieci, a on jest naprawdę trudnym człowiekiem - choć jak Bluetooth pisze dużo jest winy jego rodziców. Wiecznie był niedowartościowany, takim gorszym dzieckiem, wszystko tylko dla jego siostry (on dokładał do jej studiów), w wieku 17 lat zaczął pracować na kopalni (środowisko w którym wtedy przed szychtą, po szychcie i niekiedy w trakcie sięgało się po piwko). Moja babcia stwierdziła że to wina mojej mamy że pił bo go zostawiała na 2 miesiące i jechała na wieś do swoich rodziców (chłop 30 lat i nie może zostać sam

). Jego rodzice są dziwni, wiecznie narzekają że mają mało kasy (3500 zł na dwie osoby przy mieszkaniu komunalnym

), babcia od 20 lat stwierdza że jej bliżej do trumny. Jak nic nie było do jedzenia bo takie czasy (kasa była tylko nie towar) to mama musiała teścia błagać o to żeby coś odłożył - a pracował jako rzeźnik. Uczucia u nich nigdy nie były okazywane. Ja przez bardzo długi czas też miałam problem z okazywaniem uczuć (bo w moim domu nie było to normalne) i wiem że to się szybko nie zmieni. Słowo na K bardzo ciężko mi przychodzi. Mojej przyjaciółce dałam radę że jak będzie czuła że kogoś Kocha niech to powie choćby miała się udusić (ja tak się czuję - bo wiem że jak już komuś powiesz to wtedy łatwiej cię zranić). Kto nie ryzykuje nic nie traci ale też nic nie zyskuje. Teraz jak moja mama się zmieniła na bardziej uczuciową to aż mnie to irytuje (po prostu nie byłam nauczona). Nie znoszę jak ktoś tak ot bez mojej zgody narusza moją strefę osobistą, u mnie w domu nigdy nie mówiło się w taki sposób nie zachowywało. Rozmawiałam z siostrą i ona ma podobne odczucia. Jestem raczej zamknięta uczuciowo (bo gadatliwością to wielu bym pobiła), do siebie dopuszczam tylko niewiele osób. Zawsze lubiłam patrzeć na rodziców mojej przyjaciółki, mimo tylu lat ciągle w sobie zakochani. Jeśli chodzi o M to też jestem o niego spokojna (zawsze bardziej obawiałam się jak to będzie ze mną) bo widzę go jak się zachowuję w rodzinie, jak wyglądają stosunki jego rodziców.
Moja mama wychowała 5 dzieci i naprawdę robiła to z wielkim poświęceniem. Tych lat nikt już jej nie zwróci ale teraz chociaż korzysta z życia. Ja pamiętam kłótnię, pamiętam jak mama płakała bo ojciec przepił wypłatę i nie miała za co nakarmić dzieciaków. Żal mi mojego ojca że na starość zostanie sam bo jak się nie zmieni (bo w to nie wierzę) to nikt go nie będzie odwiedzał. Moja siostra (mój szwagier) boją się aż do nas przyjeżdżać bo taki syf jest (teraz ja w miarę dbam bo nienawidzę bałaganu ale sobie nie wyobrażam co będzie później) np. u siebie w pokoju z 2 miesiące podłogi nie mył (zakazał mi ruszać czegokolwiek u niego bo znaleźć nie może). Jego pokój jest zaraz przy wejściu i nie wygląda to reprezentacyjne (taki salon - jego królestwo). Nie potrafi o siebie zadbać. Tata się nie poczuwa żeby cokolwiek w domu zrobić. Przykre to. Gdyby nie moja mama dbająca wtedy o rodzinę to wszystko by się sypnęło . Ojciec nigdy nas nie wychowywał, tylko dawał kasę (jak dawał) i to był jego cały obowiązek rodzinny. Jak raz poszedł na wywiadówkę do siostry to pod koniec okazało się że pomylił klasy

.
Moja mama mimo że mało sama ma to i tak mi pomaga i nigdy nie wypomina. Ojciec to zawsze wypominał za czyje to studiowałam (jako jedyne dziecko) - gdzie dostawałam dzięki wielkim boją mamy 400zł miesięcznie. Ostatnio mój brat się wkurzył i mu powiedział że łaski nie robił i myśli że dlaczego ja pracowałam po nockach, że myśli że za taką sumę to we Wrocławiu można się utrzymać. Wiem że mój tata chodził po znajomych i opowiadał że córka studiuje ale osobiście nigdy mi nie powiedział że jest ze mnie dumny.
Niekiedy mi brakuje mojej mamy ale teraz jest skype i mogę ją widzieć choćby codziennie. Jak przyjeżdża to i tak czuję się trochę osaczona.
Dziewczyny pamiętajcie że dzieci widzą, słyszą i czują. Często rozumieją więcej niż się wydaje. Złe wzorce bardzo łatwo przekazywać dalej, praca nad sobą jest cięższa. Niektórzy się zmieniają inni powielają swoich rodziców. Jeśli ktoś chce pracować nad sobą to jest nadzieja a jeśli ktoś nie widzi problemu to ciężko taką osobę "naprostować". Zawsze jest tak że trochę przy drugiej osobie zmieniamy i siebie.
M jest może i mało uczuciowy na zewnątrz ale za to jego oczy wszystko mówią. Ja to lubię go trochę pomęczyć, poskakać co zawsze się śmieje że nie mogę na miejscu usiedzieć. Trochę się teraz obawiam uzależnienia od faceta (bo pracy nie mam, dziecka zostawić nie ma z kim) ale jak tylko będzie to możliwe to chcę coś robić żeby też go odciążyć. Wiem że obydwoje się stresujemy jak to będzie, że Maleństwo trochę przemeblowało nasze spojrzenia na świat. Już teraz czuję że trochę dorośliśmy i nasz związek stał się taki bardziej dojrzały.
Pamiętajcie że nigdy nie jest za późno na zmiany. Facet nie jest z nami zszyty. Związek to dwie osoby szanujące się i wspierające się. Wiadomo że kłócić się można (niektórzy to lubią) boczyć też ale nie można uwłaczać drugiej osobie. Nie można ciągle swojego miejsca i zdania przesuwać w do dołu w hierarchii ważności.