reklama

wrzesień 2011

reklama
to i ja si udzielę... mój m jest z rodziny w której ojciec jest panem i władcą on nie robi nic a wszyscy skaczą wokół niego mimo to mój m nie jest taki trochę to trwało ale udało nam się dojść do porozumienia w różnych sprawach ii teraz nie wyobrażam sobie żyć z kimś innym nie kłócimy się każdy wie co ma do robienia mamy do siebie szacunek traktujemy się po partnersku i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.. nie zawsze jest tak że wzorce z domu przesądzają o tym jak będzie wyglądało całe życie wszystko da sie wypracować tylko obie strony muszą chcieć..
 
Witam,

Widzę że poważnych tematów ciąg dalszych ... dobrze że mamy możliwość powiedzenia co nam na sercu leży, usłyszeć dobrą radę czy słowo otuchy.
Bluetooth ładnie to wszystko ujęłaś w całość, zgadzam się z Tobą w 100%. My czasem z mężem śmiejemy się że jesteśmy dwoma wykolejeńcami. T. nie miał różowego dzieciństwa, mimo że jest jedynakiem nie zaznał wiele czułości ze strony rodziców,stąd jego trudny charakter i specyficzne podejście do zycia. Ja z kolei wychowywana głównie przez mamę cierpiałam patrząc jak faworyzowana jest moja młodsza siostra, żyłam z takim przeświadczeniem ze jestem ta gorsza. Zawsze bakowało mi taty( wojskowy ciagle był przenoszony z jednostki do jednystki) który głównie w domu bywał tylko w weekendy. My z T. bardzo dużo ze sobą rozmawiamy i tak jak u Anisen szukamy kompromisu , raz jedno ustapi, raz drugie, rzadko się kłócimy, nie wiem co to są ciche dni, bo nawet jak zdarzy nam się posprzeczać to zaraz któreś wyciąga rękę do zgody. Nie zawsze było różowo, początki były trudne, ale oboje chcieliśmy się zmienić i stworzyć kochającą rodzinkę, wiele sparw udało nam się wyprostować i z tego jesteśmy bardzo dumni, mam nadzieję że uda nam sie nie powielać błędów naszych rodziców.

U nas dziś nawet pogoda całkiem przyjemna,byłam z T. z rana na ryneczku , kupiliśmy ogórki i zaraz zabieram się do robienia korniszonów. Dziś siedzę sama w domu do wieczora bo T. ma dyżur w pracy. Wczoraj za to mąż urządził mi mały maraton po supermarketach ( real i ikea), ale dałam radę :-) zapasy zrobione :-) pampersy kupione więc dla dzidziola wszystko już mam.

Byłam dziś też w żłobku , bo wczoraj kolega z pracy nastraszył mnie że jest tyle chętnych dzieci że szok i że w naszym żłobku na osiedlu to nawet istnieje lista dzieci nienarodzonych:szok: Poprostu byłam w szoku, wiedziałam jakie są cyrki z dostaniem się do żłobka ale żeby takie hece. Więc z rana wstałam i bojowo nastawiona poszłam. Na szczęście pani kierowniczka była bardzo miła i mnie uspokoiła, powiedziła że nie ma żadnej takiej listy i jak się dzieciątko urodzi we wrześniu to przyjść i wtedy zapisać. Mam nadzieję że się uda tym bardziej że pani kierowniczka ma słabość do mojego miejsca parcy :-p

Lecę kupić ocet i zabieram się za ogórki :-)
Pozdrawiam
 

Bluetooth, kurcze nie wiem czym się na co dzień zajmujesz ale mądra kobitka z Ciebie. Zresztą buszując po forum znajduję tu wiele wartościowych osób…
Zgadzam się z Tobą w zupełności. Nie ma sensu męczyć siebie ani tez dzieciątka, chociaż czasem wydaje nam się że tak by było lepiej. Ciągła walka ze stresem, z życiem codziennym, z upodleniem, poniżeniem i brakiem dobrego słowa to koszmar, gehenna i wegetacja.
Nie przeżywałam tego na szczęście w domu rodzinnym, choć także nie było kolorowo. Byłam bardzo krótko trzymana, nigdy nic nie było mi wolno. Okazywanie uczuć i ciepła a także miłości drugiej osobie (w tym mi jako dziecku) było czymś czego nie można było użyczyć. Moi rodzice to wyrachowani ludzie, zimni i nie potrafiący okazywać uczuć. Dlatego też może ja jestem przeciwieństwem takiego właśnie zachowania. Zawsze staram się dać drugiemu człowiekowi to czego sama bym oczekiwała.
Nie dane mi było doświadczyć tego w poprzednim małżeństwie – ex mąż nerwus, choleryk, alkoholik … Wieczne wizyty w knajpach, mecze i powroty o 3-5 nad ranem… Nie pomagały prośby, groźby, płacz czy też straszenie rozwodem… Wytrzymałam trzy lata. O trzy za dużo. Obecnie zrobiła bym to także bez zastanowienia. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Chciałam się pozbyć „balastu” tak bardzo, że zostawiłam mu wszystko. Cały nasz dorobek… Nie mieliśmy może tego dużo ale wolałam zostać z niczym i mieć święty spokój…
Obecnie jestem naprawdę szczęśliwa i zgrzeszyła bym mówić inaczej… Mąż to dobry, ciepły, serdeczny człowiek, który wspiera mnie na każdym kroku. Sporo rozmawiamy, dyskutujemy i wspólnie znajdujemy rozwiązania… Nie ma cichych dni… Dziękuję mu za to z całego serca…
Dlatego też dołączam się do słów Bluetooth i uważam że nie warto tkwić w chorym związku… Najważniejsze jest nasze szczęście! Dziewczynki nie dajcie się tak traktować proszę…
 
Dziewczyny cieszę się, że niektóre z Was miały na tyle odwagi żeby zmienić swoje życie! To cudowne, że już ginie przekonanie o przynależności do męża i wstyd jakim jest rozwód... :tak: każdy ma prawo się pomylić, wybrać złego partnera, ale każdy ma też prawo do szczęścia i do walki o nie. Miłość to nie tylko ślepe uczucie ale też nasz świadomy wybór. Dość tych smutków ;-) Trzeba myśleć pozytywnie, jeżeli się tylko da, pracować nad sobą i naszymi związkami, tak myślę... Bądźcie szczęśliwe i uśmiechnięte dla swoich maluszków, one odczuwają smutny nastrój mamusi... :happy:
 
Zgadzam sie Waszymi wypowiedziami, ze lepiej zostawic niz cierpiec ale jest jedno ale nie kazda kobieta nawet jak zdecyduje sie na odejcie/rozwod ma dokad isc i sporo dalej tkwi w tym bagnie (niestety) PL nie zapewnia zadnej pomocy i tu jest problem.
 
Dzieki dziewczyny za mile slowa. Bardzo sie ciesze ze moja opinia na ten temat Wam sie podoba i sie z nia zgadzacie.To sa po prostu moje przemyslenia po tym co mnie w zyciu spotkalo. A spotkalo mnie naprawde wiele :-) oj czasami jak sobie przypomne to sama sie dziwie jak to bylo mozliwe i ze musze miec farta ze ja w ogole jeszcze zyje. Zdradze Wam ze od kilku lat nosze sie nawet z zamiarem napisania o tym wszystkim ksiazki dla osob ktore sa w podobnej sytuacji i nie wiedza jak sie z tego haosu, toksycznego zwiazku wyrwac. Nawet zaczelam po smierci mojego taty cos skrobac ale praca, stres inne problemy spowodowaly ze odlozylam to....chyba do emerytury :-)
Chcialam tylko jedno dodac. Kazdy nowy zwiazek to jest uczenie sie siebie od nowa. Uczenie sie zycia razem, jak rozmawiac, jak dochodzic do kompromisu. Kazdy zwiazek nas zmienia i moge smialo powiedziec po sobie ze bylam zupelnie inna w moim pierwszym malzenstwie niz teraz w drugim. Wlasciwie pod kazdym wzgledem - nawet sposob mowienia i zainteresowania mi sie zmienily :-D
Moj obecny maz tez mial bardzo ciezkie dziecinstwo i wlasnie to pragnienie posiadania czegos czego obywdoje nigdy nie mielismy czyli prawdziwej rodziny pelnej milosci i zrozumienia bardzo nas trzyma przy sobie. Na poczatku on w ogole nie potrafil sie nawet klocic, nie mowiac juz o uczuciach tych pozytywnych ale tez i negatywnych. Po prostu byla sciana. Zamykal sie w sobie, chowal jak zolw w swojej skorupie i potrafil tak godzinami bez slowa byc w swoim swiecie. Dla mnie to byl najwiekszy bol jakiego moglam od niego doznac bo mnie moj tato nauczyl ze trzeba rozmawiac nawet o nieprzyjemnych rzeczach, po prostu rozmawiac, szczerze, dyskutowac o tym, szukac wspolnie wyjscia z sytuacji.Wiec ja z nim zawziecie walczylam zeby zamiast sie zamykac w sobie zaczal o tym ze mna rozmawiac bo inaczej kiedys w ogole przestaniemy ze soba rozmawiac. I po wielu wielu miesiacach mojej walki i gadania jak zdarta plyta zeby w koncu zaczal mowic o swoich uczuciach, faktycznie zaczal. On sie po prostu bal, ze jak zacznie mowic o swoich slabosciach, obawach, uczuciach to ja to wykorzystam przeciwko niemu....ze zaczne walczyc z nim jego wlasnymi slabosciami....Zobaczyl ze tak nie jest, przekonal sie i teraz jest naprawde super. Nagle zmienil sie nie do poznania.Teraz najbardziej mnie rozbawia tym ze jak mnie czyms wkurzy i to ja sie odseparowuje bo chce po prostu w spokoju dojsc do siebie i wyciszyc ta zlosc to on przychodzi do mnie i zaczepia do gadania bo sie tak przyzwyczail do tego sposobu rozwiazywania konfliktu i nie moze zrozumiec ze ja akurat teraz musze miec kilka minut dla siebie :-)
aniawos trzymam kciuki za wizyte. Mam nadzieje ze wszystko pojdzie po Twojej mysli
ola, ja wiem ze chcialas zrobic mezowi prezent urodzinowy ale nie taniej by bylo kupic ta audice w holandii? :-)
Mam nadzieje ze nie przeplacilas i ze samochod bedzie jezdzil bez problemow. Jak go juz wstrazka owiniesz to zrob zdjecie i sie pochwal :-)
ellsi niestety ani jednego ani drugiego specyfiku nie znam :-(
kachasek wszystkiego naj dla meza i bawcie sie dzisiaj dobrze! Z tym termine to niezle, ciekawe czy faktycznie rozpakujesz sie juz za 3-4 tygodnie.
U mnie dzisiaj kolejny dzien szalonej pogody. 5 Minut sciany deszczu po czy 10 minut slonca i tak w kolko. Fajnie jak chodzilam po sklepach. Wchodze do jednego - zaczyna lac, wychodze - slonce, wchodze do kolejnego - znow leje i tak caly czas a nie zmoklam ani razu. To sie nazywa miec wyczucie :-D
Przyszlam po 3 godzinach prawie na czworaka. Jakos w tym tygodniu widze ze z chodzeniem u mnie coraz gorzej.Tak mnie kregoslup zaczal bolec po ponad godzinie ze myslalam ze umre normalnie. Dobrze ze po drodze do domu odebralam taki pas ciazowy to jakos postawil mi kregoslup do pionu i odciazyl brzuch.
Ehhh oby jakos przezyc jeszcze ta koncowke a potem to juz jakos bedzie :-)
 
Ojj Dziewczyny, bardzo współczuję tym, które oprócz ciąży muszą jeszcze borykac się z takimi mężami :-( U mnie choc ostatnio , jak pisałam maż nie wykazywał zbytniej czulosci wzgledem nas, po rozmowie wszystko sobie wyjasnilismy i teraz jest juz innaczej. Czasem rozmowa potrafi tyle zmienic... Teraz juz sie nie krepuje i pyta o porod, rozwoj Kuleczki. Czasami podsuwam mu artykuly z czasopism dla przyszlych mam :-) żeby był bardziej świadomy.
Wiem, że dla tych z Was , które znosza na co dzien humory mężow jest to marne pocieszenie. Nie mniej jednak, gdybym ja od mojego meża uslyszala, że jestem głupia, gruba i do niczego sie nie nadaję , po pierwsze wysrzelałabym go po p**** (choc jeszcze nigdy w życiu tego nie zrobiłam i mam nadzieję, że nie bede miala okazji ku temu) a po drugie skoro jest on taki mądry niech sobie zyje na wlasny rachunek i wyprowadziłabym się pewnie na kilka dni, żeby mógł 1000 razy przemyslec w jaki sposob sie zachował. Czasem takie sposoby dzialaja...ale niestety w niektórych przypadkach tylko na chwilke. Dlatego jesliby sie to powtarzalo nie zastanawialabym sie dlugo, bo w koncu moje i dziecka zdrowie jest najwazniejsze.
Z pewnoscią jest to bardzo trudna decyzja i trzeba ją przemyslec 100 razy - ale jesli ktos kocha naprawdę - to taka osoba zawsze patrzy na partera z perspektywy , jakby on/ona była mną co bym zrobiła/poczuła itp. W koncu jest tak, że jest się jednym ne tylko ciałem ale i duchem...

Trzymam za Was kciuki Dziewczyny! Nie dajcie się , walczcie o swoją godnośc.
 
Przepraszam, ze troche nie na temat, ale jestem strasznie zdenerwowana i musze się wyżalić:
grrrrrrr................znowu pół dnia stracone i dowiedziałam się, że mogę mieć cesarke tydzień po terminie!! Kurde...co za lekarz...Na USG wychodzi, ze dziecko juz bardzo duże, ale on nie godzi się na operacje wcześniej, bo uważa, że po 39 tyg. dopiero można rodzić, a wtedy juz bedzie szpital w remoncie. Powiedział, że jak się zacznie coś dzieć wcześniej, to mam jechać do wawy (nie wiadomo gdzie, jak i do kogo, a przeciez mam miec CC i nie moze mi sie zacząć akcja porodowa)! No po prostu przez te nerwy, to wcześniej urodze....
 
reklama
Asnecja współczuję, pamiętam ze zależało Ci na poznaniu terminu cesarki, tez mam wrażenie że lekarz przesadza, zwłaszcza patrząc na ten remont nieszczęsny....chociaż mi tez lekarka nie chciała dac wcześniejszego terminu, pomimo ze dziecko duże tylko mam w końcu 5 dni przed terminem, tez się trochę martwię czy to nie za późno, zeby mnie nie wzieło wcześniej, może spróbuj u innego lekarza?

dziewczyny po cc mam pytanko czy macica po operacji zaczyna się oczyszczać od razu, czy za jakiś czas?
czy po operacji nas ubierają w koszulę?
i wiem ze 8 godz. trzeba leżeć, ale tak całkowicie płasko?
można pić?
może głupie pytania, ale ja nie mam o niczym pojęcia nigdy w szpitalu nie byłam
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry