Oj nie zazdroszczę wam tych ulew... u nas na szczęście nie ma tego, tyle że nasze rzeki przybierają dzięki opadom w waszych regionach.. więc jest coś wspólnego :-) pójdę dzisiaj na spacerek na rynek, aż miło się robi na duszy jak słońce świeci :-) a jakie pomidorki pachnące przyniosę, mniaaaam ;-)
Hania, super, że autko już macie i szukać nie trzeba. Mój mąż oczywiście też za większym się rozgląda, chociaż wydaje mi się, że się zmieścimy w trójkę. Oczywiście padło, że sprzeda mój, bo mniejszy szkrab. Najpierw miałam nerwa, bo bardzo lubię moją chrabiankę, ale w sumie banana miałam jak usłyszałam, że on weźmie ten jakiś nowy duży a ja jego. Baaardzo lubię męża samochód, bo to czterolatek dopieszczony przez M lepiej niż ja :-)
Moje dziecię przestaje też dawać popis akrobatyczny, jak się rękę przyłoży, no i mąż nie może się doczekać, kiedy Franek przybije mu piątkę :-)