reklama

wrześniowe mamy 2021

reklama
A to mój brzuszek[emoji16]zdążyłam zrobić zdjecie a mój( synek 2 latka) podchodzi do mnie i mówi mama a Ty gdzie masz siusiorka"[emoji23][emoji23] zaskoczył mnie strasznie [emoji23][emoji23][emoji23]
IMG_20210217_111037809.jpeg
 
Przykre, ale nie wiem, w jaki sposób miałoby to wpływać na wygodę. Niestety, przechodzimy ciążę w czasie pandemii... Wolę teraz chodzić sama do lekarza, ale żeby we wrześniu sytuacja była lepsza i rodzić razem z narzeczonym.
A moim zdaniem sytuacja ta nie zmieni się jeszcze bardzo długo z powodu tego, iż pasuje im to, iż nikt lekarzom nie patrzy na ręce. Niestety podczas poronienia w październiku w szpitalu byłam pozostawiona sama sobie i traktowana jak przedmiot (nie jest to miejsce na opisywanie tego co oraz jaki horror przeżyłam ze strony personelu) . Uważam, że jedna osoba powinna moc być z kobietą np. przy badaniach prenatalnych, podczas porodu od początku do końca a nie tylko podczas akcji porodowej (moja siostra rodziła w grudniu i przez długi brak reakcji ze strony personelu mogło skończyć się to naprawdę tragicznie) , jak i w tak przykrych sytuacjach o której pisałam wcześniej.
 
A moim zdaniem sytuacja ta nie zmieni się jeszcze bardzo długo z powodu tego, iż pasuje im to, iż nikt lekarzom nie patrzy na ręce. Niestety podczas poronienia w październiku w szpitalu byłam pozostawiona sama sobie i traktowana jak przedmiot (nie jest to miejsce na opisywanie tego co oraz jaki horror przeżyłam ze strony personelu) . Uważam, że jedna osoba powinna moc być z kobietą np. przy badaniach prenatalnych, podczas porodu od początku do końca a nie tylko podczas akcji porodowej (moja siostra rodziła w grudniu i przez długi brak reakcji ze strony personelu mogło skończyć się to naprawdę tragicznie) , jak i w tak przykrych sytuacjach o której pisałam wcześniej.
To jest nadal tylko dowód anegdotyczny, ja jak poroniłam to obchodzono się ze mną, jak z jajkiem, bo opowiedziałam o traumie ronienia na Węgrzech, od razu po zabiegu przyszła pani psycholog. Więc szpital szpitalowi nierówny i lekarz lekarzowi też nie. Natomiast Covid jest faktem, sama go ciężko przechorowałam, a mu teść zmarł, więc ja rozumiem sytuację i dostosowuję się, jednocześnie nie ukrywam, że mam już dość i też marzę o namiastce normalności...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry