Kasiu
nie czuje sie najlepiej, emocji cala masa
obiecuje zdac jeszcze raport..
no moze od razu bedzie najlepiej...
czekalismy godzine, bo jakis natlok pacjentek dzis był niemożebny. Wizyte zaczelismy od podstawowych danych i usg (a wczesniej jeszcze podczas czekania pielegniarka/asystentka zmierzyla cisnienie - za niskie i oddalam probke moczu).
usg bylo emocjonalnie druzgocace. pani doktor zaczela najpierw sie usmiechnela a potem zapadla dluga cisza, w trakcie której z poważną miną patrzyła na ekran i mi tym pałąkiem majdrała. dla mnie trwało to całe wieki i byłam już przerażona, bo niczego sie nie mogłam konketnego dopatrzyć na ekranie. aż w końcu pani doktor uśmiech od ucha do ucha, pokazała kropka, pokazała migające serduszko (kurcze jak to niewyraznie widac!) i oczywiscie lzy mi poplynely strumieniem
potem baaardzo duga rozmowa na tematy ciazowe. potem pobranie krwi i do domu.
nastena wizyta za 2 tygodnie a potem musze zmienic lekarza, bo moja pani zajmuje sie juz tylko nieplodnoscia, ciazami nie. podala mi kilka nazisk i od jutra ruszam z castingiem
dostalam witaminy prenatalne i jakies tabletki na wypadek gdyby jednak wystapily wymioty.
naopowiadalam sie jak mi slabo, jesc nie moge, picie mnie obrzydza, buzia pelna sliny, na co pani doktor z usmiechem powiedziala "jest pani w ciazy, tak ma byc". kilka rad na nudnosci: gazowane napoje, najlepiej cola, imbir, krakersy, suche pieczywo ale tez makarony, omijac slodkie i wszystko co wzmaga mdlosci i tyle.
a i najwiekszy szok, to od razu rozmowa o badaniach prenatalnych pod katem zespolu downa, wad nabytych w wieku plodowym, wa genetycznych itd., wszystkie zwracane przez ubezpieczenie i wszystkim kobietom bez wzgledu na wiek sie je w CH proponuje. M. nie chce ich robic, bo nie widzi sensu (chory czy zdrowy kochac bedziemy tak samo) a ja sie jeszcze zastanowie (moze lepiej byc przygotowanym?).
kto kolejny ma wizyte? moze powinnysmy stworzyc jakies kalendarium?
no moze od razu bedzie najlepiej...
czekalismy godzine, bo jakis natlok pacjentek dzis był niemożebny. Wizyte zaczelismy od podstawowych danych i usg (a wczesniej jeszcze podczas czekania pielegniarka/asystentka zmierzyla cisnienie - za niskie i oddalam probke moczu).
usg bylo emocjonalnie druzgocace. pani doktor zaczela najpierw sie usmiechnela a potem zapadla dluga cisza, w trakcie której z poważną miną patrzyła na ekran i mi tym pałąkiem majdrała. dla mnie trwało to całe wieki i byłam już przerażona, bo niczego sie nie mogłam konketnego dopatrzyć na ekranie. aż w końcu pani doktor uśmiech od ucha do ucha, pokazała kropka, pokazała migające serduszko (kurcze jak to niewyraznie widac!) i oczywiscie lzy mi poplynely strumieniem
potem baaardzo duga rozmowa na tematy ciazowe. potem pobranie krwi i do domu.
nastena wizyta za 2 tygodnie a potem musze zmienic lekarza, bo moja pani zajmuje sie juz tylko nieplodnoscia, ciazami nie. podala mi kilka nazisk i od jutra ruszam z castingiem
dostalam witaminy prenatalne i jakies tabletki na wypadek gdyby jednak wystapily wymioty.
naopowiadalam sie jak mi slabo, jesc nie moge, picie mnie obrzydza, buzia pelna sliny, na co pani doktor z usmiechem powiedziala "jest pani w ciazy, tak ma byc". kilka rad na nudnosci: gazowane napoje, najlepiej cola, imbir, krakersy, suche pieczywo ale tez makarony, omijac slodkie i wszystko co wzmaga mdlosci i tyle.
a i najwiekszy szok, to od razu rozmowa o badaniach prenatalnych pod katem zespolu downa, wad nabytych w wieku plodowym, wa genetycznych itd., wszystkie zwracane przez ubezpieczenie i wszystkim kobietom bez wzgledu na wiek sie je w CH proponuje. M. nie chce ich robic, bo nie widzi sensu (chory czy zdrowy kochac bedziemy tak samo) a ja sie jeszcze zastanowie (moze lepiej byc przygotowanym?).
kto kolejny ma wizyte? moze powinnysmy stworzyc jakies kalendarium?