Witajcie, kochane. Przepraszam, że ostatnio tak was zaniedbałam ale jeszcze w swojej prawie trzyletniej karierze macierzyńskiej takiej jazdy nie miałam. Tymek mnie wykończy nerwowo. Mogłabym pisać pamiętnik, gdybym tylko miała na to czas i siły, bo pewnie za parę miechów sama sobie nie będę wierzyła. Brzmiałoby to mniej więcej tak: To już trzeci dzień obsrywania się po uszy Tymka. Jeszcze chwila, a zbankrutuję na pampersy, chusteczki, proszki do prania i środki przeciwbiegunkowe... Nie chcę was ciągle tym samym zanudzać, ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Trzy razy byliśmy już w tym tygodniu u pediatry i końca tego cyrku nie widać. Najlepsze jest to, że Tymo nie gorączkuje, nie kaszle, apetyt ma już świetny, a wszystko co zje po krótkiej chwili jest w pampersie... Podaję mu leki zgodnie z instrukcją lekarza, karmię małymi porcjami (za co Tymek odpłaca mi całodziennym marudzeniem z głodu), poję często (w ruch poszły woda, herbatka, ORS200, napar z końskiego szczawiu) a tutaj zero poprawy. I wyjdzie chyba na to, że dzisiaj po raz czwarty wybierzemy się do przychodni. Bardzo boję się, żeby nas nie wsadziła do szpitala. Chociaż Tymek na razie nie ma objawów odwodnienia, bo przecież z chęcią pije, to jednak nie wiem, czy taka długotrwała biegunka nie jest jakimś poważnym problemem zdrowotnym...
Eh, koniec już o mnie i moim małym obesrańcu. Wczoraj podczytywałam was w sumie w miarę na bieżąco, więc mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, że dopiero dziś powtrącam się do dyskusji.
Przede wszystkim, Majandro, spóźnione ale serdeczne życzenia z okazji Twojego święta. Co do menu Maciusia to mi się wydaje, że aż tak źle nie jest. Każde dziecko ma swój indywidualny apetyt i potrzeby. Gdyby było mu mało, wiedziałabyś po kolejnym ważeniu. Jeśli dzieciątko przybiera w granicach normy (a od 6 m-ca powinien ok. 300-500g na m-c) to ja nie widzę potrzeby na siłę zmuszać go do jedzenia. Tym bardziej, że powolutku nasze decyzje żywieniowe zaczynają mieć wpływ na późniejsze nawyki naszych dzieci. Tzn. jeśli wiecznie będziemy wciskać na siłę dodatkowe porcje jedzenia, to malec zakoduje sobie, że "mile widziane jest" opychanie się do granic możliwości. Czym to skutkuje, wszyscy chyba zdają sobie sprawę. Poza tym według norm żywieniowych dzieci od 6 m-ca powinny jeść mleko 3 razy na dobę po ok. 180 ml, do tego 1 raz obiadek warzywny/ mięsno-warzywny, a także 1 raz deserek/mus owocowy. Powolutku zaczynamy przyzwyczajać maluszki do 5 posiłków dziennie (śniadanie, II śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja). Ty w ciągu dnia dajesz 2 razy mleko modyfikowane i dwa razy cycusia, zatem myślę, że bilans się wyrównuje. Natomiast co do zawartości mleka w piersiach to sądzę, że na tym etapie piersi produkują akurat tyle pokarmu ile potrzebuje Maciuś i o ile ty sama nie odczuwasz braku pokarmu, to zdaje mi się, że cycusiowe posiłki można traktować na równi z posiłkami z butelki. W nocy dałabym już sobie spokój z karmieniem butelką, bo potem trudno jest odzwyczaić malca od tego. Po prostu może ostatnią porcję przed snem zwiększyć i tyle.
Carioca - oj, ubawiłaś mnie z tą twoją koleżanką, serio:-). Wygląda na to, że to jakiś chodzący ideał, nie? Po prostu bogini organizacji. Carioca... takie rzeczy to tylko w Erze. Gadać można wszystko, chwalić się mega osiągnięciami własnej latorośli także ale jak jest w rzeczywistości..? Nie ma "perfekcyjnej pani domu", która byłaby równocześnie "idealną matką" oraz "superefektywnym pracownikiem/studentem" (nie mówiąc już o obowiązkach małżeńskich). Coś zawsze idzie kosztem czegoś. W twoich warunkach, przy braku pomocy z zewnątrz, nie powinnaś sobie nawet głowy zawracać, że coś gdzieś leży odłożone w daleki kąt i czeka na lepsze czasy. Masz prawo nie mieć czasu i nie jest to kwestia organizacji, bo gdybyś chciała wszystko pogodzić i zrobić tak jak trzeba (lub innym wydaje się, że trzeba) to musiałabyś zaopatrzyć się w czasowstrzymywacz albo jakieś inne tego typu urządzenie, bo doba po prostu jakimś dziwnym i złośliwym trafem okaże się za krótka.