Dobry wieczór, szanownym Mamuśkom!
Sprzedaliśmy Kubę dziadkom na noc i już zacieram rączki na powtórkę z rozrywki. Qurcze, może nic się z porodem nie ruszy, ale przynajmniej odbiję sobie trzy miechy abstynencji



.
Bedismall - tylko uważaj, żeby na zajęciach coś się nie zaczęło ;-);-);-). A co do porodu... Dla mnie to znowu stało się tak odległe, że aż niemal nie rzeczywiste. Gdyby nie powszechne dolegliwości ostatniego miesiąca, to czułabym się jak w trzecim miesiącu ciąży. Już straciłam nadzieję, że coś się zacznie przed terminem. Przestałam nawet myśleć jakoś bardziej intensywnie o porodzie.
Shinead - to wszystko przez tą paskudną pogodę! Ale jutro ma być cieplej i więcej słonka, to może nastrój też się poprawi? Pewnie gdybym miała siedzieć cały dzień sama w czterech ścianach, to też by mnie cholera brała. Ale sama jestem tylko mniej więcej od 08:30-16:00, bo potem wraca małżonek z synkiem, a oni rekompensują mi z nawiązką pół dnia ciszy, spokoju i samotności. Zresztą ja się rzadko nudzę, zawsze coś sobie wynajdę do roboty. Czas mija mi szybko i najczęściej jeszcze mi go brakuje:-):-):-). Zanim się spostrzegę, to już 14:00 i trzeba się brać za obiad.
Carioca - u nas robią zzo albo podpajęczynówkowe tylko przy planowanej cesarce. Nawet nie można zapłacić za znieczulenie ekstra. Po prostu jest mało anestezjologów. A jeszcze mniej, którzy się znają na znieczuleniach w kręgosłup. Najłatwiej maskę na mordę i uśpić, albo kazać kobiecie cierpieć, bo przecież musi boleć - taka natura! A co do mody na naturalność to u nas w szpitalu też świrują na tym punkcie. Po prostu przeginają, bo wprost zmuszają kobiety do pewnych rzeczy, odmawiając jej prawa wyboru. W kwestii porodu to u nas rodzi się naturalnie na chama, nie ważne, jakbyś błagała o cięcie, jeżeli ty albo dziecko nie jesteś jedną nogą w grobie, możesz o cesarce zapomnieć (zwłaszcza jak pan ordynator ma dyżur osobisty bądź telefoniczny). Dwa - karmienie. Nie ważne jak bardzo nie chcesz karmić piersią (z jakiegokolwiek względu), jak źle to robisz, jak bardzo twoje dziecko się nie najada, jest zmęczone i głodne, a twoje piersi są zmasakrowane jak po spotkaniu z Kubą rozpruwaczem - masz karmić piersią. Wyć, zaciskać usta i karmić. Przynajmniej dopóki jesteś na oddziale. Nie dostaniesz pomocy, nie dostaniesz wsparcia, nikt cię nie pokieruje i nie sprawdzi, jak sobie radzisz - bo przecież karmienie piersią jest naturalne - więc instynktownie powinnaś wiedzieć co i jak. Zamiast pomocy dobre pielęgniarki po cichu, nocą przyniosą ci butelkę z mieszanką, żeby dokarmić dziecko wyjące z głodu i nie pozwalające innym spać, ale musisz przysiąc, że w żadnym razie nie powiesz o tym lekarzom.
U nas zawsze popada się ze skrajności w skrajność. Moda za wszelką cenę i guzik z twoim osobistym zdaniem. Jak se wrócisz to domu, to se będziesz robić jak chcesz. Ale i tak pediatra będzie traktował cię jak trędowatą, jeśli wybierzesz karmienie butelką. Uff, ale mi się rzuciło na pisanie. Qurcze, ten temat zawsze wzbudzał we mnie emocje i widzę, że to się nie zmieniło



.
A co do mojego wykształcenia to jestem w dalszym ciągu studentem... historii. Na razie na urlopie dziekańskim, ale może uda się niebawem wrócić.