reklama

Wrześniówkowe mamy

Atru - współczuje... dobrze Cię rozumiem bo ja też cały tydzień sama na okrągło, na szczęście w weekend jest jakoś lepiej... Może zapakuj Tyma do wózka i wywieź na dwór? Na mojego to zadziałało jak miał taki marudny dzień, na powietrzu od razu zasnął... chociaż wytchnienie dla nerwów i lepiej dla psychiki bo zmęczenie fizyczne zostanie niestety
 
reklama
U mnie z mężem lepiej, choć jeszcze wrzeszczymy na siebie z byle okazji, głównie z frustracji, bo Tymo miał dzisiaj jakiś kiepski dzień i nie chciał w ogóle spać po południu. Przeryczał dwie godziny, bujaliśmy go na zmianę, nerwy w strzępach, a ja jeszcze szykowałam się na małe wychodne - na mecz - i już w końcu mi się odechciało wychodzić. No ale mąż mnie pogonił, a pół godziny poźniej wysłał sms'a, że mały o 18:00 zjadł i spokojnie zasnął. Chyba zęby mu idą, bo wypluwa smoczek przez sen nawet i pakuje do buzi wszystko inne - kołderkę, własne rączki, pieluchę tetrową. Mam nadzieję, że to nie żadna infekcja ani nie jakieś żołądkowe rewelacje związane z wdrażaniem Nutramigenu....
U nas to samo Igorek wszystko ładuje do buźki kołderkę, pieluszkę a ostatnio musiałam wyjąć misia z łóżeczka bo koniecznie chciał mu zjeść nogę ale że była za duża to się złościł:tak::tak: Też myślę że to ząbki bo tak trze sobie po dziąsełkach.
Widzę że wczoraj (a raczej już dziś) jeszcze byłyście na forum szkoda że za szybko wyłączyłam kompa bo i tak nie mogłam zasnąć i do 2 oglądałam TV nic ciekawego nie bylo a tak to bym chociaż z wami po pisała:tak:
Atru było trzeba wymysleć wspólny wypad z mężem i chłopcami tak żebyście mogli też Tymka zabrać Ty byś odpoczęła bo na powietrzu mały na pewno by zasnął a i Tobie dobrze by zrobiło. Bo takie siedzenie w domku z malutką marudką to może faktycznie "zdołować" doskonale Cie rozumiem każdy miałby taki humor.

Tygrysku Ty to chociaż mogłaś się wyżyć na mężu:wink:(żart) że to on zapomniał a ja sama taka gapa i co.....? jak tu się na siebie gniewać hihihi;-):rofl2::laugh2:
 
u nas chyba zaczyna sie zavbkowanie
padam na pysk doslownie
hanifka marudna non stop sie wierci placze marudzi juz nie wiem co z nia zroic w nocy sie budzi jak juz sie przebudzi zanac nie chce apetytu nie ma w buzce wszystko laduje co tylko do raczki wezmie no i udalo mi sie zajrzec do jej buzki cudem bo nie chce otworzyc dziubka ale jak juz zajrzalam to dziaselka jakies dziwne mi sie wydaly te dolne takie czerwone jakies i pogrubialy...kupke robi zolta ale dzis zauwazylam sluz
 
Atru - bardzo mi smutno gdy tak piszesz, ale jak czytam...to jakbym czytala swoje przezycia :( Sciskam Cie mocno droga kolezanko!
Ja wczoraj rozmawialam ze swoim... i powiedzialam ze mi nie spieszno do powrotu (bo chce zebysmy juz wracaly), bo jak mam wracac do tego co bylo - czyli cale dnie sama (no ale do tego nie mama pretensji bo przeciez on pracuje) , a gdy wraca przed 20 wieczorem to znowu pedzi do jakiejs dodatkowej pracy a jak nie to spedza wieczory i pol nocy przed kompem... a ja chodze i szalu dostaje, bo mam czasem wszytskiego DOSC i domagam sie tez grama uwagi dla mnie. Juz tysiac razy maglowalam z nim ten temat, ale wszytsko zadawalo egzamin na 2-3 dni..a potem wszystko wracalao do normy.
Nie cierpialam niedziel bo to byly zawsze najgorsze dni w tygodniu. Juz wole jak on spedza 20 godzin poza domem, niz jak siedzi cala niedziele przed kompem. Nie wiem ale widok mojego faceta siedzacego przed tym durnym ekranem jest tak wk.....ze szok ! Nawet dzien 1 stycznia spedzilismy "OSOBNO" ... bo on siedzial przed kompem, nawet znami na pierwszy spacer w 2008 roku nie wyszedl bo byl bardziej zajety. Dla mnie niedziele i dni switecztne sa dniami rodzinnymi....a dla niego czasem mysle ze dniami DLA NIEGO
Moze to wszytsko wina tej zagranicy bo w rezulatcie jestesmy tam sami i zdani tylko na siebie. Czasem mysle - moze to jakis kryzys...

Atru, to wszytsko nasze babskie przemeczenie, a ty jeszcze masz dwoch szkrabikow na glowie ! Faceci sa naprawde z innej planety :baffled: szkoda ze z tak odelgej od naszych. Wiem ze Ci ciezko. Jestem z Toba i mam nadzieje ze sie wszytsko miedzy wami pouklada.I ze tez u nas sie polepszy. Poki co Moj domaga sie ze mna rozmow przez neta lub telefon...i ma dla mnie czas, bo gadamy przez 2-3 wieczorem ! I juz chce zebysmy wracaly...
 
Ja wczoraj rozmawialam ze swoim... i powiedzialam ze mi nie spieszno do powrotu (bo chce zebysmy juz wracaly), bo jak mam wracac do tego co bylo - czyli cale dnie sama (no ale do tego nie mama pretensji bo przeciez on pracuje) , a gdy wraca przed 20 wieczorem to znowu pedzi do jakiejs dodatkowej pracy a jak nie to spedza wieczory i pol nocy przed kompem... a ja chodze i szalu dostaje, bo mam czasem wszytskiego DOSC i domagam sie tez grama uwagi dla mnie. Juz tysiac razy maglowalam z nim ten temat, ale wszytsko zadawalo egzamin na 2-3 dni..a potem wszystko wracalao do normy.
Nie cierpialam niedziel bo to byly zawsze najgorsze dni w tygodniu. Juz wole jak on spedza 20 godzin poza domem, niz jak siedzi cala niedziele przed kompem. Nie wiem ale widok mojego faceta siedzacego przed tym durnym ekranem jest tak wk.....ze szok !

U mnie jest identycznie!!! dosłownie! Mój właśnie siedzi przed kompem chociaż pół godziny temu prosiłam żeby nastawił zmywarkę a mnie zaczyna trafiać jasna cholera, jak go widzę jak tak siedzi to mnie krew zalewa.
Ja już się też nie mogę doczekać jak pojadę do rodziców bo przynajmniej sobie odpocznę ostatnio w ten dzień co była akcja z trzaskaniem drzwiami to mu zapowiedziałam że chyba w ogóle nie wrócę bo najwyraźniej tylko mu przeszkadzamy (mały najlepiej jak by całymi dniami spał a ja siedziała zadowolona i szczęśliwa że on sobie pisze swoje cholerna maile)
Jak przeczytałam Twój post to sie normalnie zdenerwowałam a teraz ide wstawićto zmywanie jemu na złość co za beznadziejny dzień! Też już wole jak go w ogóle nie ma bo przynajmniej nie wnerwia mnie swoim widokiem i lenistwem
 
Atruviell chyba kazda z Nas rozumie ten bol i nie jedna klocila sie z mezem o to, zeby wkoncu sie ruszyl i zrobil cos pozytecznego, najlepiej zabral dzieciaczki i dal odpoczac. Moze powiedz mu, ze za tydzien w sobote, niech ich gdzies zabierze do rodzinki na pare godzin, a ty sie poobijaj, poleniu****. Faceci tego nie rozumieja, a my tylko sie denerwujemy i placzemy w nocy w poduszke. ZObaczysz, ze wszystko bedzie dobrze!

Z tymi zabkami...wczoraj Amanda dala popis 4 godziny!!!!Policzki miala az czerwone i byla cala rozpalona,darla sie z bolu. Oczywiscie mezowi newy puscil i sobie wyszedl do innego pokoju...
Ale potem wrocil,oj... dalabym mu popalic, gdyby nie wrocil. Dalam jej syropek przeciwbolowy i pomoglo, uspokoila sie i spala calutka noc cale szczescie.

mala-gorzatka28 uwazam tak jak Ty, ze niedziele sa dla rodziny. Moj ostatnio pracuje strasznie dlugo, nawet w niedziele, wiec dzis po tyyyyyyylu tygodniach mial wkoncu wolne i sobie mysle "super,spedzimy czas razem, rodzice przyjechali wiec zajma sie Niunia, a my mamy chwile dla siebie samych"...a ten mi mowi "ide do kumpla"! Rany boskie....chyba moje spojrzenie wystarczylo i zrozumial, ze ma odrazu przeprosic za to, co powiedzial:P
Czasem mysle, ze jestesmy dla nich zbyt dobre:)
 
Dzięki, kochane, za wasze wsparcie i słowa zrozumienia.
Poryczałam sobie trochę i chociaż zwykle to pomaga - dzisiaj w dalszym ciągu czuję się podle. Małżonek właśnie wrócił i zachowuje się jakby nic się nie stało. A mi się nie chce nawet z nim gadać, ani słuchać, o tym, jak to super było w tych górach.

Blimka - nie wyszłam z Tymkiem na dwór, bo wczoraj coś mi w kręgosłupie strzeliło, jak podnosiłam Kubę; boli jak cholera na wysokości prawej nerki, w życiu sama nie stachałabym wózka razem z Tymkiem, tzn. znieść jak znieść, ale wnieść z powrotem - nigdy. Też myślałam o spacerze, to rzeczywiście najlepszy sposób na uspokojenie małego. Nie wiem, co z nim jest. Od kilku dni strasznie marudny, mało śpi w dzień i w nocy się przebudza. Patrzyłam na dziąsełka, ciut rozpulchnione jakby w jednym miejscu na dole... Ale nie wiem. Dałam mu Viburcol, posmarowałam dziąsła Dentinoxem, a na koniec, kiedy to wszystko nie zadziałało - dałam 2,5 ml Nurofenu. Zasnął, ale po 30 minutach znów się obudził, pobujałam go jeszcze dobre 20 minut i zasnął na kolejne pół godziny. Do tego zrobił dzisiaj 3 takie ciapkowate kupy, z domieszką śluzu. I dużo gazów puszczał, takich głośnych, jak u starego.

Nuśka - niestety, my nie mamy własnego samochodu, a mąż z Kubą zabrali się z teściami, więc - jak zwykle - dla mnie i dla Tymka miejsca zabrakło:-(. A sama (zamiast męża) z teściową bym nie pojechała na pewno.

Klavell - to mi wygląda na ząbkowanie. Tym bardziej, że coś Hanife też podziębiona, o ile dobrze pamiętam, a to może się wiązać ze spadkiem odporności w okresie wyrzynania się ząbków. Być może niebawem zobaczysz pierwszą perełkę w buźce swojej ślicznotki. Jak tylko ząbek się przebije, Hanife powinien wrócić humorek i dobry apetyt. Kubie zęby wyrzynały się początkowo 1 na miesiąc i zawsze, co się ząbek kolejny miał pojawić, to mały od razu jakąś infekcję łapał.

Mala-gorzatka - mój mąż sporo mi zawsze pomagał przy dzieciach, ale odkąd jest Tymek on się koncentruje raczej na pierworodnym, zapominając, że to młodszy maluch jest bardziej męczący i absorbujący. Moje nerwy wynikają pewnie ze zmęczenia tym nieustannym marudzeniem, jęczeniem młodego. M. i Kuba się wyniosą a ja przez cały boży dzień muszę tego słuchać... A jeszcze zrobić obiad, posprzątać, poprać... Co się za cokolwiek zabiorę to zaraz słyszę ryk z pokoju... Przez to wszystko mam zszarpane nerwy, zrobiłam się nerwowa, o byle co się czepiam i wrzeszczę... To chyba coś ze mną nie tak... Ale jestem tak bardzo zmęczona tym wszystkim... Eh... Do d... to wszystko...:-(:-(:-( Idę spać zaraz, bo oczywiście jak się mały obudzi o 3 w nocy, to ja muszę wstać, bo M. do pracy rano...
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry