Dzięki, kochane, za wasze wsparcie i słowa zrozumienia.
Poryczałam sobie trochę i chociaż zwykle to pomaga - dzisiaj w dalszym ciągu czuję się podle. Małżonek właśnie wrócił i zachowuje się jakby nic się nie stało. A mi się nie chce nawet z nim gadać, ani słuchać, o tym, jak to super było w tych górach.
Blimka - nie wyszłam z Tymkiem na dwór, bo wczoraj coś mi w kręgosłupie strzeliło, jak podnosiłam Kubę; boli jak cholera na wysokości prawej nerki, w życiu sama nie stachałabym wózka razem z Tymkiem, tzn. znieść jak znieść, ale wnieść z powrotem - nigdy. Też myślałam o spacerze, to rzeczywiście najlepszy sposób na uspokojenie małego. Nie wiem, co z nim jest. Od kilku dni strasznie marudny, mało śpi w dzień i w nocy się przebudza. Patrzyłam na dziąsełka, ciut rozpulchnione jakby w jednym miejscu na dole... Ale nie wiem. Dałam mu Viburcol, posmarowałam dziąsła Dentinoxem, a na koniec, kiedy to wszystko nie zadziałało - dałam 2,5 ml Nurofenu. Zasnął, ale po 30 minutach znów się obudził, pobujałam go jeszcze dobre 20 minut i zasnął na kolejne pół godziny. Do tego zrobił dzisiaj 3 takie ciapkowate kupy, z domieszką śluzu. I dużo gazów puszczał, takich głośnych, jak u starego.
Nuśka - niestety, my nie mamy własnego samochodu, a mąż z Kubą zabrali się z teściami, więc - jak zwykle - dla mnie i dla Tymka miejsca zabrakło:-(. A sama (zamiast męża) z teściową bym nie pojechała na pewno.
Klavell - to mi wygląda na ząbkowanie. Tym bardziej, że coś Hanife też podziębiona, o ile dobrze pamiętam, a to może się wiązać ze spadkiem odporności w okresie wyrzynania się ząbków. Być może niebawem zobaczysz pierwszą perełkę w buźce swojej ślicznotki. Jak tylko ząbek się przebije, Hanife powinien wrócić humorek i dobry apetyt. Kubie zęby wyrzynały się początkowo 1 na miesiąc i zawsze, co się ząbek kolejny miał pojawić, to mały od razu jakąś infekcję łapał.
Mala-gorzatka - mój mąż sporo mi zawsze pomagał przy dzieciach, ale odkąd jest Tymek on się koncentruje raczej na pierworodnym, zapominając, że to młodszy maluch jest bardziej męczący i absorbujący. Moje nerwy wynikają pewnie ze zmęczenia tym nieustannym marudzeniem, jęczeniem młodego. M. i Kuba się wyniosą a ja przez cały boży dzień muszę tego słuchać... A jeszcze zrobić obiad, posprzątać, poprać... Co się za cokolwiek zabiorę to zaraz słyszę ryk z pokoju... Przez to wszystko mam zszarpane nerwy, zrobiłam się nerwowa, o byle co się czepiam i wrzeszczę... To chyba coś ze mną nie tak... Ale jestem tak bardzo zmęczona tym wszystkim... Eh... Do d... to wszystko...:-

-

-( Idę spać zaraz, bo oczywiście jak się mały obudzi o 3 w nocy, to ja muszę wstać, bo M. do pracy rano...