Agacis - acha, a więc jednak były zmiany osłuchowe. Z twojego posta wcześniejszego zrozumiałam,że ten pierwszy lekarz niczego nie usłyszał


Jak to możliwe? Chociaż, u dzieci tego typu infekcje rozwijają się tak szybko, że może rzeczywiście przy pierwszej wizycie jeszcze niczego nie było słychać? Parę razy szłam z Kubą do pediatry, bo sobie pokasływał i miał katar, no i niewielką temperaturę, dostawałam jakieś leki przeciwzapalne, przeciwkaszlowy itp., bo to zwykłe przeziębienie, a po trzech dniach kaszel się zmieniał w szczekanie i już nie miałam wątpliwości, co jest grane. Kolejna wizyta u lekarza no i zupełnie inne rozpoznanie. Oczywiście, bez antybiotyku się nie obchodzi. Teraz, jak któreś jest chore to wolę odczekać ze dwa dni, zanim pójdę do lekarza, bo zwykle słaby kaszel i mały katarek to tylko przygrywka do czegoś poważniejszego,a zbyt szybka wizyta u lekarza może zafałszować diagnozę i za parę dni trzeba się fatygować po raz drugi. Czytałam gdzieś, że zap. płuc to często powikłanie po nie doleczonym do końca przeziębieniu... Eh, nie ważne jak to było, grunt, żeby malutka dochodziła do siebie.
Hruda - a może wykąp małego w kalii (tzn. nadmanganianie potasu). Działa kojąco, ściągająco i przeciwzapalnie. Być może pomoże, a na pewno nie zaszkodzi. Jeśli zmiany na siuraku są grzybiczne czy tym podobne, to polecam Dactarin - zasypkę. Tymo miał ostatnio kropki na siusiaku (drożdżaki) po antybiotyku, raz mu zasypałam na noc i rano nie było już śladu zmian.
Klavell - wody w uszach nie unikniesz. Po prostu należy osuszyć uszka delikatnie (nie za głęboko) pieluszką tetrową, można jeszcze użyć specjalnych patyczków dla dzieci (ale też nie za głęboko). Jeśli się martwisz mimo to, to po kąpieli na godzinkę załóż cienką bawełnianą czapeczkę. Unikaj z malutką przeciągów. Nic się nie powinno dziać. Zapalenie ucha łatwiej załapać od zwykłego kataru niż z powodu zmoczonych uszu. Powodzenia u lekarza!
Gabids - koniecznie podpytaj. To może nie być nic nienormalnego, a może jakiś wirusek siedzi w jelitkach i coś kombinuje. Zawsze zyskasz pewność, jak ktoś obejrzy dziecko.
A ja próbuję nauczyć moje dziecko zasypiać później, bo naiwnie wierzyłam, że będzie budził się później. I co? I kupa z klockiem, jakby to powiedział mój młodszy brat. Owszem, już drugi dzień udało mi się Tymka przeciągnąć do 19:30-20:00 ale... pobudka i tak o 5:30. W mojej mądrej książce wyczytałam jeden sposób, który dzisiaj zastosowałam. A mianowicie, żeby po wczesnym przebudzeniu nie karmić od razu, tylko odczekać ile się da, bo powodem budzenia o 5:30 może być po prostu przyzwyczajenie do określonej pory jedzenia. Jak zakuma, że się budzi, a jeść nie dostaje, to być może okaże się, że to karmienie i pobudka nie są wcale mu do szczęścia potrzebne. Mam nadzieję, że ten pomysł przyniesie jakieś rezultaty, bo już mam dość wstawania o tak barbarzyńskiej porze.