Akurat dzisiaj przeczytałam książkę Emily Griffin "Siedem lat później". Padło tam mądre zdanie, że nie ma prostych odpowiedzi na pytanie "co bym zrobiła gdyby mnie zdradził?", jedynie osoby które tego nie przeżyły odpowiadają wprost i jednoznacznie "zostawiłabym", "wyrzuciłabym z domu", "dałabym jeszcze jedną szansę", a tak naprawdę to nie wiadomo jakby się zachowały w takiej sytuacji, zwłaszcza że sytuacje mogą być naprawdę bardzo różne (w ogóle wydaje mi się że zdrada to temat bardzo wielowątkowy, chyba w żadnej zdradzie o której słyszałam nie było jednego winowajcy, chociaż na pewno i takie osoby (czyli "zimny drań") się zdarzają...). Myślę, że coś w tym jest. Nagle się okazuje, że ktoś chce walczyć, albo chcą ratować związek (czy to z miłości, czy dla dzieci), albo ktoś się ewidentnie zmienia... I na odwrót: tolerancyjna osoba nagle ma dość i kończy związek definitywnie. Dlatego wydaje mi się, że najwięcej dadzą rady osób, które coś takiego przeżyły/zrobiły, chociaż i tutaj podobieństwo będzie pozorne, bo przecież każdy ma inny charakter, inną historię, wrażliwość...
Ja w każdej sytuacji jestem za daniem drugiej szansy osobie, która nas w jakiś sposób zraniła (obojętnie czy chłopak, mąż, przyjaciółka, rodzina), o ile dana osoba jest tego warta i dąży do naprawienia stosunków. Ale jeśli sytuacja się powtórzy - nie ma zmiłuj. A przynajmniej ja nie mam sobie w tym momencie niczego do zarzucenia, wiem, że zrobiłam ze swojej strony wszystko co możliwe, żeby było dobrze.
Aha, i ja też naprawdę znam pary w których jest dobrze po zdradzie! Więc chyba jednak jest to możliwe

Pozdrawiam i życzę mnóstwa siły i trafnych decyzji!