U mnie sytuacja decyduje za mnie. Żłobka w pobliżu nie ma, moja mama pracuje, teściowa jest już za stara, żeby jej malucha zostawiać (zresztą nawet jakby nie była to bym nie zostawiła) a zatrudnienie opiekunki pochłonęłoby całą moją pensję, więc pozostaje mi siedzenie z Piotrkiem aż pójdzie do przedszkola. Szczerze mówiąc bardzo mi to odpowiada, bo dziecko przy mamie rozwija się najlepiej. Zresztą ja jeszcze mam problem, żeby wypuścić mojego męża z synem samych (jestem chora jak nie widzę co się z nim dzieje) a co dopiero zostawić go obcej osobie.
Też mam przykład w rodzinie... Chłopczyk w wieku 4 lat poszedł do przedszkola i kompletnie nie mógł sie zaklimatyzowac. Do tej pory mają z tym problemy bo co ranek jest płacz i błaganie bo on chce siedziec z mamusią w domciu i kropka. Trwa to juz ponad rok...
Inne dzieci ładnie sie bawia są "samodzielne" a on nic. Czeka na mame aż przyjdzie go nakarmic!!! Szok!
A opiekunki juz zwracają uwage rodzicom ze przeciez inne dzieci juz ładnie same jedzą... Juz własciwie nie chodzi o to samo jedzenie bo to juz inna kwestia (po prostu jest we wszystkim wyreczane i nie nauczone). Ale jesli chodzi o kontakt z rówiesnikami to po prostu masakra... Jego zdaniem inne dzieci są be i już. Zawsze wszystki zabawki miał tylko dla siebie wiec dlaczego teraz miałby sie nimi z kimś dzielic. Za przeproszeniem ale prawdopodobnie wyrośnie z niego pępek swiata. Przecież dziecko musi sie rozwijać nie tylko w swiecie rodziców. Oj... ciężka sytuacja. W każdym wyjściu jest jakies za i przeciw. Trzeba znaleźć ten półśrodek i stwierdzić co jest ważniejsze.
Na szczęście mój mąż jest rozsądny i nie pozwala mi go za mocno rozpieszczać.