Lutowe mamunie, czy któraś ma tak jak ja? To znaczy nie mogę się doczekać, aż będzie po ciąży. Gdybym mogła to rodziłabym jutro, żeby dziecko było już na świecie i żebym wiedziała że jest zdrowe i wszystko okej. Okres tej ciąży to dla mnie ogromny stres i strach. Wiem, że powinnam się cieszyć (cieszę się że będę miała dziecko ale ciąża nie jest dla mnie żadną radością), no i nie cieszę się przez ten wieczny lęk, że zrobiłam coś nie tak, zjadłam cos złego, użyłam szkodliwego kremu etc. etc. Czasami nerwowo już nie daje rady. Nie chcę psuć atmosfery na forum, bo wszystkie pewnie chcą słuchać tylko wesołych i szczęśliwych nowin, no ale taka jest prawda o moim samopoczuciu w ciąży. Jestem kłębkiem nerwów i jest to dla mnie jeden z cięższych okresów w życiu. Oczywiście mam wyrzuty sumienia, że w ten sposób też szkodzę temu maleństwu...