Ja właśnie wróciłam z zakupków, mały spacerek i o dziwo czuję się lepiej

chyba rozchodziłam te bóle,albo cisza przed burzą. zaraz "wskakuję też do wanny" (chyba wtoczę się lepiej brzmi), ostatnie podrygi i pewnie kolejna noc do tyłu, choć ta pewnie ze stresu, ale jak pomyślę, że jak dobrze pójdzie, to jutro może dzidziuś będzie w moich ramionach.......
ale wiecie co, zaczynam się bać, nawet nie o ból, nie o długość porodu, bo może potrwać, nie boję się nawet o siebie, ale o to, czy dzidziuś zdrowy, czy wszystko pójdzie po naszej myśli. Niby usg zawsze super, ale wiecie, zdrowie najważniejsze i o to się boję, czy będzie ok, wiem, ze będzie, ale strach jest silniejszy ode mnie.
Lecę zjeść coś lekkiego i jeszcze potem na spacer, a jak noc będzie spokojna, to nad ranem moze zaliczymy serduszkowanie i na porodówkę

Nie wiem czy dziś do was jeszcze zajrzę, rano moze dam radę, w razie co trzymajcie kciuki, mąż mój da Wam pewnie znać jak będzie po wszystkim
