Tak w ogóle hej wam, bo wpadłam i się nie przywitałam.
Staje na nogi, na szczęście to "tylko" biochem więc jest łatwiej.
Za to nie mogę na siebie patrzeć w lustrze, ważę najwięcej w swoim życiu, wyglądam jak kulka a mam lekko ponad 150cm wzrostu.

Póki nie było śniegu to biegałam, teraz to nie ma dróg odśnieżonych więc z biegania nici. Chyba że na bieżni ale do tej pory z siłownia nie było mi po drodze choć karnet wykupiony - głupia ja. I tak sobie trwam, jednak dziś już coś we mnie pękło i układam sobie w głowie plan, jutro siłownia a od dziś już nawadnianie organizmu, staram się trzymać michy.
Któraś z was też jest na etapie walki o siebie, na redukcji?