Większość z nas tu ma za sobą poronienie, cp albo jeszcze tragiczniejsze przeżycia, więc doskonale rozumiemy Twój strach. Wiem że „nie martw się” nic nie pomoże, bo tego się nie da wyłączyć. Mi pomogło skupienie się na innych rzeczach, na pracy, synku i jakoś przetrwałam do wizyty, na szczęście...