Oj Deede świetnie Cię rozumiem. My kobiety łatwo się nakręcamy i wpadamy w tą spirale "starań-o-dziecko" ale nie ma co liczyć na to, że nasz facet nagle stanie się "Staraczem" i będzie chciał z nami to omawiać, analizować, przeżywać każdy okres itp. Dobrze radzę z takimi rzeczami to tylko na BB ;-). Większość facetów zapewne woli wierzyć, że bez problemów jest w stanie spłodzić dziecko, tylko akurat okoliczności nie sprzyjają. Trudno dziewczyny taka jest prawda. I t nie ma nic wspólnego z miłością czy partnerstwem. Faceci po prostu myślą inaczej niż my. Oczywiście nie mówię, że nie należy mówić o problemach i chronić Księcia przed każdą trudną sprawą. Po prostu nie ma co przesadnie zarzucać ich informacjami i liczyć, że będą na równi z nami śledzić fora w poszukiwaniu recepty na nasze problemy. Jasne, jeśli po czasie okaże się że niezbędne jest bardziej zaawansowane leczenie wymagające bądź to jego udziału, bądź przynajmniej wsparcia to trzeba wymagać współuczestnictwa. Ale facet głupi nie jest z czasem sam się zorientuje, że jest problem który wymaga rozwiązania.
Mi chodzi głównie o to (i sama stosuję tą strategię), że nie ma co robić schizy z powodu starań o dziecko. Wiadomo czasem jest trudno, smutno, przychodzi rozgoryczenie ale wolę o tym pogadać z przyjaciółką lub z Wami na BB bo wiem, że facet tego nie zrozumie. Co mi z tego, że będę mu jęczeć i szlochać, że nie mogę zajść w ciążę. Chyba tylko tyle, że przy każdym seksie nie będzie myślał o mnie jak o kochance tylko obiekcie do zapłodnienia. Nie chcę żeby podchodził do tego zadaniowo. Bo stąd już krótka droga do duuuużych kłopotów.
PS. Powiedzcie same... Jak by się poczuł facet Deede jak by mu wypaliła prosto z mostu Kochanie raz w miesiącu to za mało na poczęcie, ja wyliczę okres płodny i będziemy się w tym czasie kochać co dwa dni, także się przygotuj bo teraz robimy dziecko. No chyba nie było by mu przyjemnie. Z resztą nie dziwię się, gdyby odwrócić sytuację to kobieta chyba też nie chciałaby czegoś takiego usłyszeć.