reklama

alkoholizm w rodzinie::(

Wiesz co ja zawsze byłam za ojcem i zawsze go broniłam ale do czasu, póxniej przy awanturach sie wyłaczałam i wychodziłam, nie mieszałam się do tego. Ja na szczęście nie musze tłumaczyć mojej córeczce dlaczego dziadek nie pije na imprezach bo jest za mała, ale jak już bedzie większa i sie zapyta to jej wytłumacze że to choroba której nie da się wyleczyć. Chociaż myslę że za mnie zrobi to mój tata.
 
reklama
moje dziecko nie miala jeszcze kontaktu z moim alkoholikiem wiec jeszcze nie mialam takiej sytuacji o jakiej tu mowa
jest jeszcze za mala na jakiekolwiek tlumaczenie, jesli sie jakas awantura w przyszlosci przytrafi w jej obecnosci to ja od tego natychmiast odizoluje, uwazam ze wszelkie ostrzejsze wymiany zdan nawet zdrowych ludzi nie sa wskazane dla maluchow, np u rozwodzacych sie, dorosli powinni zachowac sie odpowiednio dla dziecka, rozmawiajac o swoich problemach w odosobnieniu,
wiec ja w takiej sytuacji wyszla bym do drugiego pokoju "pogadac" lub zabrala dziecko i wrocila zalatwiac sprawy sama,
jako DDA wiem dobrze co to robi w glowie malemu czlowieczkowi ile zasiewa strachu ile niepewnosci ile chorych klimatow.
i ile takie dziecko moze nabyc cech, nauczy sie ze mozna do kogos krzyczec, wyzywac go itp, corka mojego m z jego poprzedniego malzenstwa np bardzo duzo krzyczy bez powodu, wybucha i podobno dokladnie tak zachowuje i zachowywala sie jej matka na codzien i podczas klotni, prosty przyklad

wiecie co ostatnio wyskoczyl mi na tlenie tytul artukulu ze jakis facet skatowal kilkumiesieczne niemowle bo nie chcial tego dziecka, ja pindole, jak mi szkoda tego malenstwa, nie chcialam absolutnie tego czytac, ale przypuszczam ze facet musial byc wstawiony, i pytam sie: gdzie byla matka tego dziecka!!!
dzieci absolutnie nie moga miec kontaktow z pijacymi alkoholikami!

a jak sobie radze z emocjami?
mieszkajac w pl sama zeby zapomniec, wyluzowac sie itp lubilam sobie piwko strzelic czy innego drinka albo zapalic zielonego, odkad zrozumialam ze jestem pod wplywem choroby mojego alkoholika szukam innych sposobow, jak juz jestem sama ze soba to staram sie odreagowac, lubie sport i aktywne zycie i podroze, pod wplywem namowy meza przygotowalam sie w 6 miesiecy do maratonu w ukonczylam go, 42 km!!! wiecie ile syfu z siebie wyrzucic mozna w ten sposob, jak sie oczyscic, ile przemyslec i jaka poczuc sile ??? :-)
 
witam wszystkich mam naimnie agnieszka i tez jestem poprzejsciach mniałam tate ktory pił alkohol a teraz mam problem, bo ojciec mego dziecka pił w czesniej i teraz tez zaczyna popijac i wogule nie wiem co mam robic teraz ,wogule jest nie odpowiedzialny chciała bym z kims pogadac o tym zeby mi doradził lub cos powiedział co mam robic
moj meil mala80@gazeta.pl gg ja1 3370882 zrozpaczona .....
 
no i byam w domu w odwiedzina, porazka...
ojciec wycofany na maksa... klopotow niby nie bylo...ale brak ojca-dziadka to tez nie fajnie...
potem naposze wiecej...:no:
 
witam...
kilka tygodni spokoju, bo mama chorowała, nie wstawała z łóżka, więc nie miała dostępu do alkoholu, i niestety od dwóch dni zaskoczyła znowu... :(
za 3 tygodnie mamy chrzciny a oni kupili juz alkohol, nie powiem ile litrów, dlaczego nie mogę decydować kiedy ma skończyć się alkohol... kurcze oni nie rozumieją, że ja sobie nie życzę, że my z mężem nie życzymy sobie pijaństwa na chrzcinach.. ale cóż, jak to mój ojciec mówi, on jest u siebie w domu :(, a my, wygląda na to, że nie... :(
m_ktosia, ja się nawet wstydzę, wspomnieć w jaki sposób ja odreagowywałam kiedyś pijackie burdy w domu, a od kiedy pojawił się mój synek, nabrałam nieco pewności siebie, i potrafię się lepiej zorganizować, więc po trudnych dniach , świetnie robi mi jazda rowerem, lub spacer, albo wtulam się w synka i staram się go rozbawić... i wtedy zapominam o tym co dzieje się na dole.
gratuluje udziału w maratonie i a z tym syfem to prawda ! :)
pozdrawiam wszystkie mamy po przejściach z alkoholikami, :)
mak 123 jak u Ciebie? odezwij się
kasia 580 i kasiulka0901 pozdrawiam
 
czesc mamo_slodyczka- nie daj sie, twoje chrzciny a nie ich, alkohol.... niech nie biora udzialu jak im sie nie podoba, ja bym prawdopodobnie nie zrobila w ogole imprezy, chrzest dla chrztu, to sprawa religijna, a jesli cie oleja to powiedz moze twardo ze nie bierzesz udzialu w pijanskiej imprezie, nikt cie nie zmusi.... a jak rodzinie co ma przyjechec powiesz prawde to tym lepiej dla ciebie...
odkad nauczylam sie nazywac rzeczy po imieniu to zamiast dziwnych komentarzy dostaje wsparcie.... ciocia ostatnio mnie odwiedzila... pyta jak tam w domu bylo jak pojechalam do pl, mowie ze srednio na jerza bo ojciec nie chce sie leczyc a fakt faktem pije co dziennie tyle i tyle, ciotka zrobila oczy, bo nigdy oficjalnie o tym nie rozmawiamy od lat, a ja powiedziam wprost, szkoda mi mamy bo ma z ojcem ciezki los i przez cale zamieszanie zamiast interesowac sie zyciem dzieci traci cala swoja energie na opiekowanie sie, tak zwane opiekowanie, wspieranie mezulkiem....naga prawda.

mamo_slodyczka, ja sie ohajtalam i nie zrobilam wesela, nie wyobrazam sobie, niech sie moj alkoholik najpierw wyleczy.
koniec slodzenia, pieszczenia sie, jak zechce sie leczyc to mu pomozemy, bedziemy wpierac, a dopoki bedzie nam zamydlal oczy......:no:

wlasnie dziewczynki, co u was slychac?
jak sobie radzicie?

ja ostatnio stwierdzilam ze mam traume z okresu dziecinswta, cisze sie ze zlokalizowalam to, czasem wpadam nagle ´bo okolicznosci mi cos nieprzyjemnego przypomna, wpadam nieswiadomie w dziwny dolowy klimat,
i dopiero teraz sobie to uswiadomilam ze to nie ja jestem dziwna, to trauma, podswiadomie w stresie chora reakcja ktora sie powtarza jakby niechcaco,
teraz jak to sie pojawi znowu to sobie mowie, to nie jestem ja, to tylko trauma, ja nie mam dola, to wspomnienie, jestem dorosla i bede reagowac jak dorosla..... bo wiecie co sie okazalo, ze w pewnych sytuacjach zaczynam sie zachowywac jak zbite dziecko...nagle sie wyciszam...nie chce z nikim gadac i mom m wtedy sie obraza ze o co mi chodzi.... a ja nagle jestem tym zestresowanym dzieckiem,,,, nagle jakby przenosze sie emocjonalnie gdzies w stecz i zmienia mi sie nastruj, to trwa nawet 2 dni :szok:.... zdarza sie jak m podnosi na mnie glos.... zrozumialam ze to wspomnienie jak ojciec na mnie krzyczy... a ja nie rozumiem ze on jest alkoholikiem.... ja nie rozumiem ze mam swoje prawa...ze jemu tak nie wolno...ja nie rozumiem ze moge wolac o pomoc....ja placze...zamykam sie w sobie...uciekam....i wlasnie sie zachowujac jak zbite dziecko....
....i czasem wraca ten nastroj....

...ostatnio powaznie roamawialam z m, powidzialam mu roztrzesionym glosem, zapytalam czy zauwazyl ze takie sytuacje nam sie co jakis czas zdarzaja ze ja zamiast powiedziec mu ze mi sie niepodoba jak on sie zachowuje to zaczynam grac to zbite dziecko i on wtedy sie czuje zle bo ja jakby emocjonalnie wchodze w emocje ze to on jest tym zlym ojcem bo podniosl glos, i zaczynam go traktowac jak oprawce, obrazam sie, nie gadam, i on jest wtedy bardzo niepocieszony bo przeciez on nic takiego nie zrobil, to ja wyolbrzymilam sobie w glowie jakies wspomnienie stresu z dziecinstwa.....

i powiedzialam mu jak to jest, ze to trauma, ze to chora reakcja, ze ja bede sie starac, a on musi byc delikatny zemy nie urochamiac tego zastraszonego dziecka we mnie.....bo jak ja juz wejde w ten klimat... to jak to dziecko...potrzebuje zeby mnie przytulic, poglaskac.... a m przeciez obrazony- wiec ja wpadam w dol coraz glebiej i wtedy to juz musimy przeczekac....

postaralam sie wam opisac klimat, moze mnie zrozumiecie, bo DDA wlasnie tak maja w zyciu doroslym.
ale wiecie co, jestem szczesliwa ze to zrozumialam, nastepnym razem zanim sie zgasze w sobie w glebokim smutku bo cos mi przypombie stres z dziecinstwa, powiem sobie to nie jest prawda, to projekcja pamiecie, niec mi nie jest, poprostu zanim tracic 2 dni na chore doly powiem: nie zycze sobie zeby sie tak do mnie zwracac, nie podnos na mnie glosu, zamiast robic wyrzuty ze o czym zapomnialam pomoz, przypomnij.

czy macie tak???:confused::confused::confused:
 
Witajcie,
m_ktosia, mam podobnie, powiem nawet więcej, że niekiedy boję sie ludzi,obcych, wrzeszczących, takich po których nie wiem czego sie spodziewać...
kiedyś pracowałam w pewnej firmie, i miałam tam kierować kilkoma osobami, te osoby były ode mnie starsze czasem sporo, miałam trudności z wydawaniem im poleceń... :( zmieniłam prace. ) ucieczki, chowanie się w siebie, nie są mi obce, a walka z tym przychodzi czasem z łatwością a czasem wcale mi się to nie udaje :( jak coś się dzieje w domu drastycznego w moich oczach, to siedzę cichutko i czekam aż to minie, cała w nerwach, a jak już sie odważę i powiem co myślę, to potem żałuję, tłumacząc sobie, że może nie miałam do końca racji.. ech, pokręcone to wszystko jest :( to zbite dziecko wystraszone wciąż gdzieś siedzi i czasem się mono wystraszy...
ale muszę Wam powiedzieć, że chrzciny upłynęły spokojnie, bardzo pięknie i wzruszająco było, stanęli na wysokości zadania :) był alkohol, ale nawet decyzja o tym kiedy miał się skończyć nie była potrzebna, bo jeszcze nawet zostało :)
pozdrawiam gorąco :)
 
mamo slodyczka gratuluje udanych chrzcin, super :-)

a co do tych odruchow o ktorych powyzej, wiesz, ciesze sie ze je zlokalizowalam. trzeba zajrzec w swoje leki a przestana przerazac. ja sobie mowie- to jakas durna reakcja, nie wierze w nia, to tylko projekcja. i jest o niebo lepiej. czuje sie silna :-)
juz mialam wymazac tego posta, bo sobie pomyslalam, moze to nikogo nie interesuje, skora brak odzewu. ale kurcze to jest typowe dda zachowanie, wrecz klasyczne. wiec niech tak zostanie, ku pociesze innych ktorzy moze tez tak czuje....:elvis:
 
Jestem nowa na tym forum ale chyba pozwolicie,że się przyłącze.Zawsze bałam się alhkoholików bo w domu trochę się napatrzyłam .óbiecywałam sobie ,ze moje dzieci nigdy nie będą miały takiego życia jak ja,ale to były tylko moje marzenia.Mój były maż skrzętnie ukrywał swój pociąg do kieliszka.Był dobrym aktorem ,a teściowa dzielnie mu w tym pomagała.Po ślubie"wyszło szydło z worka".Okazało się ze lubi wypić.Miieliśmy 2 dzieci,ktore patrzyły na to co ich tatuś wyczynia.ńie miałam odwagi odejść od niego,bałam się że nie dam sobie rady bo nie mogłam liczyć ani na rodziców ani teściów.ielokrotnie próbowałam różnych sposobów :prosiłam,płakałam straszyłam ale nic nie pomagało. Temu człowiekowi "wypaliło mózg" kilkakrotnie się zaszywał ale to też nic nie dało.W dniu kiedy kończył się czas wszywki przychodził do domu nieprzytomnyPijackie awantury były na porządku dziennym a ja z dziećmi musiałam uciekać z domu.Ile razy interweniowała Policja były sprawy o znęcanie itd.W końcu po14 latach małżeństwa zakończyłam ten chory związek odeszłam od niego.Od 5 lat jestem po rozwodzie .Teraz wiem,że żyję.oje dzieci nie patrzą i nie wąchają smrodów pijackich.ójca widują czasami na ulicy ale wstydzą się go bo tak nisko upadł,a ja ułożyłam sobie nowe życie z człowiekiem na poziomie,który szanuje mnie i moje dzieci.Jestem szczęśliwa bo mam spokój.Z własnego doświadczeniawiem,ze pijak będzie zawsze pijakiem.Dlatego chrońcie swoje dzieci niech nie patrzą na to wszystko.Szkoda naszego zdrowia i nerwów,a żaden alkoholik nie przyzna się do swojej choroby.Przez wóde rozpadają się rodziny.Moim zdaniem nie ma sensu ratować takich związków trzeba palić mosty za soba.,a dzieci odcinać od osób pijących niech nie patrza na to:elvis:
 
reklama
mamaJulci.... ciesze sie ze znalazlas w sobie ta sile by ulozyc sobie zycie na nowo i lepiej :tak:
ile jest takich kobiet ktore do konca zycia zostaja w takim zwiazku :no:

jednak nie zgadzam sie z tym co piszesz o paleniu mostow, alkoholizm sie leczy i ludzie wychodza z tego, ... a wszywka to nie leczenie, tylko odtrucie, to poczatek, bez calej terapii to niewiele daje... znam takich co i z wszywka potrafili pic na sile, mimo odruchow wymiotnych :szok:
co mam spalic mast miedzy mna a moim tata, mam spalic most miedzy nim a jego wnuczka czyli moim dzieckiem????? ja wierze w dobra przyszlosc mojej rodziny, bardzo sie kochamy i na takiej mocnej podbudowie mozna zdzialac wiele, nigdy nie jest za pozno na leczenie! poki co to moj alkoholik sie emocjonalnie odseparowal, ja mostow nie burze, ja mowie nie alkoholizmowi... a nie mojemu ojcu, on to jedno, a jego choroba to drugie, jego kocham, jego choroby nienawidze, on wie ze jesli bedzie sie trzymal picia to do mnie nie dotrze, to nie ja odchodze to bedzie jego wybor czy odzyska nasze dobre kontakty bez picia czy zostanie samotnie w swoim smutnym klimacie :elvis:

ta choroba zamydla ludziom oczy, nie wolno na to pozwolic, trzezwo trzeba patrzec na temat, byc chlodnym i odsunietym emocjonalnie od choroby a uczuciowym i cieplym dla osoby pijacej, a przede wszystkim stawiac warunki i dbac o swoje prawo do zycia w zdrowym domu, ofiarowac alkoholikowi pomoc a jesli nie zechce, to niech radzi sobie sam.
alkoholizm odbiera alkoholikowi wladze nan samym soba, jesli mu pokazemy co straci to moze zacznie myslec sercem a nie swoim uzaleznieniem ktore na codzien przeslania mu prawde o jego tozsamosci i zwiazkach z innymi.

sprobujmu nie jeszc przez dwa tygodnie, nasze cialo nie pozwoli nam nato, to tez jest nasz nalog, nasz zdrowy nalog ktory pozwala nam zyc, ludzie w czasie wojny potrafili nawet zjesc zmarlego aby przetrwac, w umysle alkoholika picie pozwala mu przetrwac, jemu sie wydaje ze to jest mu potrzebne, dopiero musi sie pomalutku odtruc by potem zmudna praca nauczyc sie zyc od nowa i na nowo, a to jest bardzo trudne...
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry