strasznie mi ciężko...nie wyobrażam sobie co ona musi przeżywać...ona podjęła już decyzje przed wynikami- wie że nie poradzi sobie ani finansowo, ani psychicznie z tak chorym dzieckiem, zwłaszcza że mikeszkamy w wiosce pod Bydgoszczą i ciężko jest zapewnić takiemu dzieciątku choćby edukację czy lekarza..... tylko ja się zastanawiam czy poradzi sobie sama ze sobą z podjęciem tak ciężkiej decyzji....to ja jestem tą mocniejszą psychicznie, nie ona....ale wątpię czy bym sobie sama z tym poradziła...ja jako siostra sobie nie radze..... jutro zbiera się komisja żeby zdecydować kiedy nastąpi terminacja..... jej męża najprawdopodobniej przy niej nie będzie, wiec ja z nią pojadę...nie wiem czy dam rade....
postaram się ....
zaraz chyba zadzwonię do szefa szwagra i sama mu załatwię dzień wolny od pracy...ona teraz potrzebuje w szczególności męża, a nie siostry...ale ja będę przy niej chociaż nie wiem co zrobiłabym na jej miejscu....nie chciałabym stać przed taką decyzją i nie życze tego nawet największemu wrogowi..