Jak czytam wasze posty to żal mi samej siebie, że nie mogłam rodzic u Arciszewskich...Tyel, że duzo by mi nie pomogli- nie maja inkubatorów, nie reanimuja maluchów...Moje biedactwo po odcięciu pepowiny dostało 1 punkt, było w zamartwicy przez trzy doby...A teraz- same popatrzcie. ;D
Za to lenczewski był spoko- dzwonił na warszawska, poprosił swego kolegę, żeby mnie kroił i przekazywał pozdrowienia. generalnie na patologii , gdzie leżałam przez 2 tygodnie było niexle, fajny personel, ale na połogu wredne baby, personel od wczesniaków to inna piosenka, świetne kobietki, tylko ordynator sucha i beznamietna, po porodzie przyszła do mnie i powiedziała bez usmiechu, nie patrzac w oczy: nie bedziemy sie oszukiwac, stan bardzo cięzki, dziecko urodzone w zamartwicy, jak przeżyje 3 doby, bedzie dobrze...
nie pokazali mi malego, ryczalam jak bobrzyca. na 2 dzien mąż mnie zawiozl wozkiem zebym go zobaczyla...To tylko łaska Boża, że mam swego Jonatanka. jego usiechnieta buxka jest moim najwiekszym skarbem...