Ok no to zaczynamy

Ja do szpitala trafiłam przez przypadek no i nie z zamiarem porodu

poprostu bolała mnie całą noc głowa i wymiotowałam. Po telefonie do mojej gin musiałam się spakować i pojechaliśmy do szpitala. Myślałam że dostanę kroplówkę od bólu i spokojnie wróce do domciu. Po badaniu na izbie przyjęć okazało się jednak że mam skurcze ( a ja myślałam że to mały sie tak zapiera

) no i rozwarcie na jeden palec (chyba). No i położyli mnie na sali przedporodowej ( bo chyba nie było miejsca gdzie indziej). Ech co ja się tam osłuchałam

ale to mają być chyba miłe wspomnienia? No to narazie straszyć nie będę

I tak od 27 kwietnia dostawałam 2 razy dziennie tabletki rozkurczowe, ale niestety 1 maja jakoś przestały na mnie działać i wiedziałam że to dziwne napinanie brzucha to nie dziecko tylko skucze ( o dziwo nie bolało wogóle

). Po śniadanku trafiłam na fotel i po kolejnym badaniu usłyszałam "Pani Moniko o której pani jadła i piła? No to teraz pani już nic ne je i nie pije.." No i się zaczeło..... panika telefony do męża i mamy, bo już tylko ok 4 godzin mi zostało. Zleciało jak nigdy szybciutko. Opis cesarki znajdziecie na osobnym wątku

A cesarkę miałam dlatego że mały siedział sobie pupcią w miednicy

. Ale po tym co słyszałam co się działo na porodówce dziękowałam Bogu za cc.
Teraz na szczęście już jesteśmy w domu ( bo szpital działał na mnie strasznie, ale ten opis chyba wam daruje bo do tej pory mam uraz i nawet "Ostrego dyżuru" nie mogę oglądać).
Jak macie jakieś pytania to piszcie to odpowiem bo nie wiem o czym wam jeszcze napisać.
