No, jestem, świeżutka i czyściutka

.
Zamarynowałam na chwilę kotlety (też wolę kurczaka, ale po mój P lubi takie schabowe z kością to czasem robię

) i właśnie wspólnie doszliśmy do wniosku, że może zjemy coś na mieście a kotlety będą na jutro - za to dobrze się zamarynują.
Pójdziemy po obiedzie nad Wisłę na spacer albo po Kazimierzu połazimy - zależy, gdzie będzie chłodniej.
Na cukrzycę dopiero będę sobie robiła badania w tym tygodniu - mam nadzieję, że mnie ominie, chociaż ja tak naprawdę to ze słodyczy najbardziej lubię... śledzie

Piekę raczej dla męża i dla teścia - oni obaj to prawdziwe ciasteczkowe potwory. Ja jak jest słodkie to zjem a jak nie ma to trudno.
A ze spaniem, to pewnie mi wróci po urodzeniu, tyle, że wtedy nie będę miała jak odespać, przynajmniej na początku. Trudno

Przeżyję, bo przecież warto
